Od 28 czerwca 2025 dostępność przestała być dobrą praktyką, a stała się obowiązkiem dla określonej grupy firm. Większość właścicieli dowiaduje się o tym na jeden z dwóch sposobów: ze straszącego maila handlowego obiecującego kary albo wcale. Oba są złe. Poniżej: co realnie się zmieniło, kogo dotyczy, co oznacza w praktyce i dlaczego warto to zrobić, nawet będąc wyłączonym.

Co zmieniło się 28 czerwca 2025

Europejski Akt o Dostępności - dyrektywa UE 2019/882 - został wdrożony w Polsce ustawą z 26 kwietnia 2024 r. o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze. Zaczął obowiązywać 28 czerwca 2025 r.

Od razu warto rozdzielić dwie rzeczy. Instytucje publiczne mają obowiązki dostępnościowe od 2019 r. na podstawie innej ustawy - to nie jest nowość. Nowością jest to, że wymóg sięgnął firm prywatnych sprzedających konsumentom określone produkty i usługi.

Organem nadzoru w Polsce jest PFRON - prezes Funduszu może nakazać usunięcie nieprawidłowości i nałożyć kary pieniężne. W praktyce pierwsze miesiące to skargi i wezwania do usunięcia uchybień, a nie masowe kary, ale sam obowiązek jest realny i ma datę.

Kogo to realnie dotyczy

Stąd bierze się większość paniki, bo maile handlowe sugerują, że chodzi o każdą stronę w Polsce. Ustawa mówi co innego. Dotyczy wymienionego katalogu produktów i usług sprzedawanych konsumentom, m.in.:

  • Handel elektroniczny - sprzedaż towarów i usług konsumentom online. To kategoria łapiąca najwięcej zwykłych firm.
  • Usługi bankowe i finansowe dla konsumentów.
  • Transport pasażerski - lotniczy, kolejowy, autobusowy i wodny, wraz z biletami i informacją podróżną.
  • Usługi telekomunikacyjne i dostęp do audiowizualnych usług medialnych.
  • E-booki, terminale samoobsługowe, bankomaty, biletomaty i automaty do odprawy.

Zwróć uwagę, czego na liście nie ma: zwykłej strony informacyjnej. Strona fryzjera z usługami, cenami i telefonem nie jest handlem elektronicznym. Portfolio firmy budowlanej nie jest handlem elektronicznym. Jeśli na stronie nic się nie kupuje ani nie rezerwuje, ustawa zwykle jej nie sięga.

Wyłączenie dla mikroprzedsiębiorstw i jego granice

Mikroprzedsiębiorstwa świadczące usługi są zwolnione z obowiązków dotyczących usług. Mikroprzedsiębiorstwo to mniej niż 10 pracowników i roczny obrót lub suma bilansowa nieprzekraczające 2 mln euro. Większość małych polskich sklepów mieści się w tej definicji.

Dwa zastrzeżenia mają znaczenie. Po pierwsze, wyłączenie dotyczy usług - mikroprzedsiębiorstwo produkujące lub dystrybuujące objęte produkty traktowane jest inaczej. Po drugie, wyłączenie nie chroni przed klientem, który nie zdołał dokończyć zamówienia. Prawnie czysto, handlowo biedniej.

Jest też klauzula nieproporcjonalnego obciążenia dla większych firm, ale to nie jest checkbox - wymaga udokumentowanej oceny, przechowywanej i odnawianej, wykazującej, dlaczego zgodność byłaby zasadniczą zmianą albo nadmiernym obciążeniem. W praktyce kosztuje więcej wysiłku niż naprawienie strony.

Czego naprawdę wymaga standard

Punktem odniesienia technicznego jest EN 301 549, który dla stron wskazuje WCAG 2.1 na poziomie AA. Brzmi groźnie, a w większości nie jest. Bez żargonu poziom AA prosi o cztery rzeczy:

  1. Postrzegalność - człowiek jest w stanie odebrać treść: wystarczający kontrast, skalowalny tekst, obrazy z opisem alternatywnym, napisy w wideo.
  2. Funkcjonalność - wszystko działa z samej klawiatury, fokus jest widoczny, nic nie zamyka użytkownika w pułapce, brak nieprzedłużalnych limitów czasu.
  3. Zrozumiałość - etykiety mówią, o co chodzi, błędy wyjaśniają, co poprawić, zachowanie jest przewidywalne na wszystkich podstronach.
  4. Solidność - kod jest na tyle poprawny, by technologie wspomagające go odczytały: prawdziwe nagłówki, prawdziwe przyciski, prawdziwe etykiety pól.

Strona zbudowana starannie spełnia większość tego przypadkiem. Strona złożona ciężkim page builderem zwykle wykłada się na nudnych punktach: kontrast, fokus i przyciski, które w rzeczywistości są ostylowanymi divami.

Osiem problemów odpowiadających za większość braków

Automatyczne badania dużych zbiorów stron rok po roku znajdują tę samą krótką listę. Sprawdź to w pierwszej kolejności:

  • Niski kontrast tekstu - szary tekst na białym tle to najczęstszy błąd i najłatwiejszy do naprawienia.
  • Obrazy bez tekstu alternatywnego albo z tekstem "image1.jpg".
  • Pola formularza bez etykiety - placeholder znikający przy pisaniu nie jest etykietą.
  • Linki "kliknij tutaj" albo "więcej", które poza kontekstem nic nie mówią użytkownikowi czytnika ekranu.
  • Niewidoczny fokus - naciskasz Tab i nie widzisz, gdzie jesteś.
  • Nagłówki użyte jako stylowanie - H3 wybrany, bo miał odpowiedni rozmiar, psuje strukturę dokumentu.
  • Wideo bez napisów i audio bez transkrypcji.
  • Modale i menu, których nie da się zamknąć Escape ani w ogóle opuścić klawiaturą.

Na dobrze zbudowanej stronie większość z tego to poprawki na pół godziny. Na przeładowanej są objawem głębszego problemu strukturalnego, widocznego zwykle w tych samych miejscach co problemy z wydajnością - opisujemy je w tekście szybkość strony a konwersje.

Jak sprawdzić własną stronę w pół godziny

Do znalezienia oczywistych braków nie potrzebujesz specjalisty. Cztery testy w tej kolejności wyłapują większość:

  1. Odłóż mysz. Dojdź do głównego wezwania do działania używając tylko Tab, Shift+Tab i Enter. Jeśli nie widzisz fokusu albo utkniesz - to jest znalezisko.
  2. Powiększ przeglądarkę do 200 procent. Tekst ma się przelać i zostać czytelny, a nie nachodzić na siebie ani uciekać poza ekran.
  3. Uruchom Lighthouse w Chrome i przeczytaj sekcję accessibility. Automatycznie wyłapuje kontrast, etykiety i teksty alternatywne.
  4. Włącz czytnik ekranu, który już masz - VoiceOver na Macu, Narrator na Windowsie - i posłuchaj strony głównej przez dwie minuty. Jest niewygodnie i bardzo pouczająco.

Ważne ograniczenie: narzędzia automatyczne znajdują mniej więcej jedną trzecią realnych problemów. Nie ocenią, czy Twój tekst alternatywny ma sens ani czy komunikat błędu pomaga. Traktuj wynik jak podłogę, nie certyfikat. To część szerszego przeglądu opisanego w tekście jak zrobić audyt strony.

Dlaczego nakładki accessibility nie są rozwiązaniem

Zostanie Ci zaproponowany skrypt, który dodaje w rogu ikonkę dostępności i obiecuje zgodność za miesięczną opłatę. Kusi, bo zajmuje pięć minut. I nie działa tak, jak sugeruje strona sprzedażowa.

Nakładka siedzi na wierzchu strony i zgaduje. Nie może wiedzieć, co przedstawia obraz ani do czego służy nieopisane pole. Organizacje osób niewidomych konsekwentnie krytykują te narzędzia, a w kilku krajach strony ich używające i tak były przedmiotem skarg na dostępność. Naprawienie samej strony jest tańsze w skali trzech lat i naprawdę pomaga.

Argument handlowy, jeśli prawny Cię nie dotyczy

Mniej więcej co szósta osoba na świecie żyje z jakąś formą niepełnosprawności, a w Polsce udział osób po 60. roku życia rośnie. Dostępność nie jest niszą - pokrywa się niemal całkowicie z grupą, która ma pieniądze i czas.

Przypadków sytuacyjnych jest jeszcze więcej: czytanie telefonu w ostrym słońcu to problem kontrastu, obsługa jedną ręką w zatłoczonym tramwaju to problem wielkości celów dotyku, głośne biuro to problem napisów. Każda poprawka z listy powyżej pomaga osobom, które nigdy nie nazwałyby siebie niepełnosprawnymi.

Jest też korzyść wyszukiwarkowa, choć to efekt uboczny, a nie cel: poprawne nagłówki, prawdziwe etykiety i opisowe linki to dokładnie to, co czytają roboty. Ta sama struktura, która pomaga czytnikowi ekranu, pomaga wyszukiwarkom zrozumieć stronę.

Ile kosztuje zrobienie tego porządnie

Na stronie z czystym kodem doprowadzenie jej do AA to zwykle kwestia godzin: wartości kontrastu, style fokusu, teksty alternatywne, etykiety pól i przejście klawiaturą. To najtańszy rodzaj pracy, bo niczego nie trzeba przebudowywać.

Na stronie złożonej ciężkim builderem ta sama lista może oznaczać przebudowę komponentów, które nigdy nie były prawdziwymi przyciskami ani nagłówkami - a wtedy koszt zbliża się do nowej realizacji. Ta różnica jest jednym z praktycznych powodów, dla których pracujemy tak, jak opisujemy w tekście od czego zależy cena strony.

Dla kogo to jest w praktyce

Warto przestać myśleć o "użytkownikach z niepełnosprawnością" jak o osobnej grupie odwiedzających, a zacząć myśleć o sytuacjach, w których realnie są Twoi klienci. Te same poprawki służą bardzo różnym osobom.

  • 68-latek czytający Twój cennik na telefonie - kontrast i wielkość tekstu decydują, czy doczyta, czy zadzwoni zapytać.
  • Ktoś ze złamanym nadgarstkiem przez dwa miesiące używający klawiatury - stany fokusu decydują o tym, czy strona jest używalna.
  • Rodzic oglądający Twoje wideo bez dźwięku obok śpiącego dziecka - napisy albo nic.
  • Ktokolwiek na wolnym łączu, u kogo obrazek z Twoimi cenami po prostu się nie doczyta.

W takim ujęciu lista poprawek przestaje być pracą pod zgodność, a staje się zwykłą jakością. Dlatego też argument "na moją stronę nie wchodzą osoby z niepełnosprawnością" jest zawodny - nie widzisz tych, którzy nie zdołali z niej skorzystać i wyszli.

Rozsądna kolejność prac

Jeśli zaczynasz od strony, która nigdy nie była sprawdzana, nie próbuj osiągnąć pełnej zgodności za jednym razem. Pracuj w trzech przejściach, bo pierwsze daje większość korzyści przy ułamku wysiłku.

Pierwsze przejście: kontrast, teksty alternatywne, etykiety pól i widoczna obwódka fokusu. To edycje, nie przebudowa, i zamykają większość automatycznie wykrywalnych problemów. Drugie przejście: droga klawiaturą przez główną ścieżkę - strona główna, usługa, formularz, wysłane. Napraw wszystko, co po drodze zamyka albo ukrywa użytkownika.

Trzecie przejście: struktura - poziomy nagłówków po kolei, prawdziwe przyciski zamiast ostylowanych kontenerów, komunikaty błędów mówiące, co zrobić. To część czasem dotykająca kodu i to samo przejście zwraca się gdzie indziej, bo te same poprawki ułatwiają wyszukiwarkom czytanie strony.

Najczęstsze pytania

Czy dotyczy to mojej zwykłej strony firmowej

Jeśli strona tylko prezentuje informacje - ofertę, ceny, kontakt - i nic się na niej nie kupuje ani nie rezerwuje, zwykle nie. Jeśli sprzedajesz konsumentom online, jesteś w kategorii handlu elektronicznego i ustawa obowiązuje, chyba że kwalifikujesz się jako mikroprzedsiębiorstwo. Jeśli nie wiesz, gdzie się mieścisz, to pytanie do prawnika, nie do studia webowego.

Jakie są realne kary

Polska ustawa przewiduje kary pieniężne nakładane przez PFRON, liczone od obrotu przedsiębiorcy z ustawowym limitem i poprzedzone wezwaniem do usunięcia nieprawidłowości. Realistyczna kolejność zaczyna się od skargi, a nie od kary - dlatego naprawienie oczywistych braków teraz jest tanim ubezpieczeniem.

Czy gdzieś jest wydłużony termin

Ustawa przewiduje okresy przejściowe dla niektórych długowiecznych elementów - umowy o świadczenie usług zawarte przed datą stosowania i już użytkowane terminale samoobsługowe mogą działać przez określony czas. Strony internetowe i sprzedaż online nie należą do rzeczy, które dostały wygodne przedłużenie.

Czy potrzebuję formalnej deklaracji dostępności

Szczegółowy obowiązek deklaracji w kształcie znanym z instytucji publicznych wynika z ustawy z 2019 r. o dostępności cyfrowej podmiotów publicznych. Firmy objęte EAA mają obowiązki dokumentacyjne innego rodzaju - informację o tym, jak usługa spełnia wymagania. Krótka, uczciwa strona o dostępności to i tak dobra praktyka dla wszystkich.

Czy dostępna strona będzie wyglądać gorzej

Nie i to najbardziej uporczywy mit. WCAG nic nie mówi o Twoim układzie, kolorach ani typografii - tylko o współczynnikach kontrastu, obsłudze klawiaturą i poprawnym kodzie. Prawie każda poprawka jest niewidoczna dla widzącego użytkownika myszy. Jedyna widoczna zmiana to zwykle ciemniejszy tekst główny, który i tak wszystkim czyta się łatwiej.

Czy dostępność da się dodać do istniejącej strony

Tak i zwykle właśnie tak trzeba, zamiast czekać na redesign. Kolejność prac ma znaczenie: najpierw kontrast i etykiety, potem obsługa klawiaturą, potem struktura. Szczegółowe omówienie samych kryteriów jest w tekście dostępność strony i WCAG, a jeśli przebudowa i tak jest na horyzoncie, zobacz kiedy strona wymaga odświeżenia.

W skrócie

Obraz prawny jest węższy, niż sugerują maile handlowe, a obraz praktyczny szerszy. Prawnie obowiązek sięga konsumenckiego handlu elektronicznego i pozostałych wymienionych usług, z realnym wyłączeniem dla mikroprzedsiębiorstw świadczących usługi. Jeśli tylko prezentujesz informacje i nic nie sprzedajesz online, ustawa zwykle Cię nie dotyczy.

Praktycznie osiem wymienionych wyżej braków kosztuje Cię klientów niezależnie od tego, czy ktoś może Cię za nie ukarać, a na dobrze zbudowanej stronie naprawia się je w godziny, a nie tygodnie. Kolejność w trzech przejściach - kontrast i etykiety, potem klawiatura, potem struktura - daje większość korzyści wcześnie.

Dwóch rzeczy warto unikać: nakładki sprzedawanej jako natychmiastowa zgodność i założenia, że wyłączenie oznacza, że nic nie trzeba robić. I jedno warto zapamiętać - nic z tego nie zmienia wyglądu Twojej strony, a to zarzut podnoszony najczęściej i mający pod sobą najmniej.

Nie wiesz, czy Twoja strona spełnia wymagania

Wyślij nam adres. Przejdziemy stronę klawiaturą i pod kątem kontrastu, i wprost powiemy, co jest zepsute, ile kosztuje naprawa i czy obowiązek w ogóle Cię dotyczy.