Marta prowadzi salon fryzjerski w Poznaniu. Zamówiła stronę u kogoś taniego i dostała ładny, schludny serwis, na którym w nagłówku uśmiechała się blondynka z idealnym pasemkiem, w studiu, którego w Poznaniu nie ma. Po dwóch miesiącach zadzwoniła do mnie z pytaniem, dlaczego ludzie umawiają się przez telefon, ale prawie nikt nie rezerwuje przez stronę. Weszliśmy razem na jej serwis i po trzydziestu sekundach było jasne: strona nie pokazywała ani jednego prawdziwego zdjęcia jej salonu, jej rąk przy pracy, jej klientek. Pokazywała katalog. A ludzie nie umawiają się do katalogu, tylko do konkretnej osoby w konkretnym miejscu. Zrobiliśmy jedno popołudnie zdjęć telefonem i podmieniliśmy dwanaście plików. Rezerwacje przez stronę ruszyły w drugim tygodniu.

Ten tekst jest o tym, jak nie popełnić błędu Marty. Bez teorii fotografii, za to z konkretnymi ujęciami, cenami, przepisami i wagami plików.

Dlaczego stockowe zdjęcia z uśmiechniętymi ludźmi psują zaufanie

Zdjęcia stockowe nie są złe same w sobie. Złe jest to, w jakiej roli najczęściej się je stawia: jako podkładkę pod "nasz zespół", "nasze realizacje", "nasze biuro". Odwiedzający nie ma słownika, żeby to nazwać, ale czuje rozjazd. Widzi wnętrze, które nie wygląda jak polski lokal usługowy, ludzi ubranych jak z amerykańskiej broszury i uśmiechy o dwa stopnie za szerokie. Podświadomy wniosek brzmi: "ta firma nie pokazuje siebie". A jeśli nie pokazuje siebie, to zwykle dlatego, że nie ma czego pokazać.

Jest jeszcze problem czysto praktyczny. Najpopularniejsze darmowe zdjęcia biznesowe wiszą na tysiącach polskich stron jednocześnie. Ta sama para w garniturach nad laptopem obsługuje kancelarię z Radomia, biuro rachunkowe z Gdyni i firmę ubezpieczeniową z Rzeszowa. Jeśli Twój potencjalny klient porównuje trzy oferty w jednej sesji przeglądarki, jest realna szansa, że zobaczy to samo zdjęcie dwa razy. Wtedy nie budujesz już wiarygodności - kasujesz ją.

Prosty test, który robimy przy każdym audycie: bierzemy główne zdjęcie ze strony klienta i wrzucamy je w wyszukiwanie obrazem w Google. Jeśli to samo zdjęcie pojawia się na kilkudziesięciu innych stronach, wiadomo, że nie wnosi nic poza wypełnieniem miejsca. Wypełnianie miejsca to najgorszy powód, żeby cokolwiek publikować.

Kiedy więc stock ma sens? Wtedy, gdy nie udaje niczego. Abstrakcyjne tło pod sekcją, ilustracja pojęcia w artykule blogowym, zdjęcie miasta w którym działasz, tekstura pod nagłówkiem. Wszystko, co jest tłem, a nie dowodem. Dowody muszą być Twoje.

Co naprawdę trzeba sfotografować w małej firmie - lista ujęć

Zanim zaczniesz się zastanawiać nad aparatem, ustal listę ujęć. To jest w tej całej sprawie najważniejsze i jednocześnie najczęściej pomijane. Dobre zdjęcia na stronę firmową dzielą się na pięć grup i każda z nich odpowiada na inne pytanie klienta.

1. Ludzie - odpowiada na pytanie "kto to robi"

  • Portret właściciela na jednolitym tle, kadr od klatki piersiowej w górę - idzie do sekcji "O nas" i do wizytówki Google
  • Ten sam portret w wersji poziomej, z zapasem miejsca po prawej stronie na tekst - do nagłówka strony
  • Zdjęcie zespołu, nawet jeśli zespół to Ty i jedna osoba na umowie zlecenie
  • Portret każdego pracownika, który ma kontakt z klientem

2. Proces - odpowiada na pytanie "jak to wygląda"

  • Ręce przy pracy, z bliska - to najbardziej niedoceniany kadr w całej fotografii usługowej
  • Narzędzia, sprzęt, materiały, których używasz
  • Trzy etapy jednej realizacji: początek, środek, koniec
  • Moment rozmowy z klientem, konsultacji, pomiaru

3. Efekt - odpowiada na pytanie "czy mi się to opłaci"

  • Gotowa realizacja w całości, z odległości
  • Dwa lub trzy detale tej samej realizacji z bliska
  • Pary "przed i po" - o nich osobno niżej
  • Klient odbierający efekt, jeśli zgodzi się na zdjęcie

4. Miejsce - odpowiada na pytanie "czy wypada tam przyjść"

  • Wejście do lokalu od strony ulicy, z widocznym szyldem - to zdjęcie realnie skraca czas szukania
  • Wnętrze poczekalni lub recepcji
  • Stanowisko pracy
  • Parking albo dojście, jeśli jest nieoczywiste

5. Produkt - odpowiada na pytanie "co dokładnie kupuję"

  • Produkt na białym lub jasnym jednolitym tle, w kadrze kwadratowym
  • Produkt w użyciu, w naturalnym otoczeniu
  • Detal: faktura, szew, wykończenie, etykieta ze składem
  • Skala - produkt obok czegoś, co pozwala ocenić wielkość

Dla zwykłej strony wizytówki wystarczy po dwa, trzy ujęcia z każdej grupy. To jest w sumie kilkanaście zdjęć i jedno spokojne popołudnie pracy. Klucz w tym, żeby przed sesją wypisać tę listę na kartce i odhaczać. Bez listy zrobisz czterdzieści zdjęć produktu i zero zdjęcia wejścia do lokalu, którego potrzebowałeś najbardziej.

Jak zrobić przyzwoite zdjęcia telefonem: światło

Telefon z ostatnich pięciu lat robi zdjęcia wystarczająco dobre na stronę internetową. Naprawdę. Różnica między zdjęciem telefonem a zdjęciem z lustrzanki jest w internecie o wiele mniejsza niż różnica między zdjęciem w dobrym świetle a zdjęciem w złym świetle. Dlatego światło jest jedyną rzeczą, na którą warto poświęcić uwagę.

Fotografuj przy oknie. Ustaw fotografowaną osobę lub przedmiot bokiem albo przodem do okna, sam stań plecami do okna. Nigdy odwrotnie - jeśli okno jest za plecami modela, telefon wyrówna ekspozycję do jasnego tła i twarz wyjdzie ciemna. To błąd numer jeden i odpowiada za może połowę nieudanych zdjęć firmowych, jakie widziałem.

Pochmurny dzień to Twój sprzymierzeniec. Chmury działają jak wielki dyfuzor - światło jest miękkie, bez ostrych cieni, kolory są równe. Ostre słońce w południe daje czarne cienie pod oczami i wypalone jasne plamy. Jeśli musisz fotografować na zewnątrz w słoneczny dzień, wybierz cień budynku albo pierwszą godzinę po wschodzie i ostatnią przed zachodem.

Wyłącz górne światło. Zwykła żarówka sufitowa zmieszana ze światłem z okna daje dwie różne temperatury barwowe w jednym kadrze i zdjęcie wychodzi w połowie żółte, w połowie niebieskie. Albo zasłoń okno i zostaw sztuczne światło, albo zgaś lampy i zostaw dzienne. Nigdy jedno i drugie naraz.

Nie używaj lampy błyskowej w telefonie. Ona spłaszcza twarz, daje czerwone oczy i mówi wszystkim, że zdjęcie zrobiono w pośpiechu. Jeśli jest za ciemno, znajdź więcej światła zamiast go dodawać.

Ustaw ekspozycję ręcznie. W większości telefonów wystarczy dotknąć palcem twarzy na ekranie i przesunąć suwak słoneczka w dół albo w górę. Lepiej zrobić zdjęcie odrobinę za ciemne niż prześwietlone - z ciemnego da się jeszcze coś wyciągnąć, ze spalonych bieli nie da się nic.

Przetrzyj obiektyw. Brzmi banalnie, ale telefon leży w kieszeni i zbiera tłuszcz. Zabrudzony obiektyw daje mgłę wokół świateł i miękkie, nieostre zdjęcia. Dwie sekundy chusteczką ratują całą sesję.

Tło, kompozycja i czego bezwzględnie unikać

Kiedy światło masz opanowane, zostaje druga sprawa: co jest w kadrze poza tym, co chciałeś sfotografować. Prawie zawsze za dużo.

Posprzątaj tło, zanim zrobisz zdjęcie. Kabel, kubek po kawie, karton po dostawie, kalendarz z zeszłego roku, papier toaletowy w rogu - wszystko to widać, gdy zdjęcie ląduje na dużym ekranie. Minuta sprzątania oszczędza godzinę w programie graficznym. Najlepsze tła to: jednolita ściana, tkanina bez wzoru, drewniany blat, zieleń rozmyta w oddali.

Fotografuj na wysokości oczu. Zdjęcie zrobione z góry sprawia, że osoba wygląda na mniejszą i mniej pewną siebie, zdjęcie od dołu wydobywa podbródek. Przy produktach na stole schyl się do poziomu blatu, zamiast strzelać z góry - poza fotografią kulinarną, gdzie widok z góry działa świetnie.

Zostaw zapas kadru. Na stronie to samo zdjęcie musi zadziałać w pasku panoramicznym na komputerze i w kwadracie na telefonie. Jeśli obiekt sięga krawędzi, każde przycięcie coś obetnie. Zostawiaj margines z każdej strony, przynajmniej dziesięć procent szerokości.

Nie zbliżaj obrazu palcami. Zoom cyfrowy to zwykłe przycięcie i utrata jakości. Podejdź bliżej. Jeśli nie możesz podejść, zrób zdjęcie z daleka i przytnij później - efekt będzie ten sam, ale zachowasz pełny plik na wypadek innego kadru.

Rób każde ujęcie w pionie i w poziomie. To kosztuje dwie sekundy, a ratuje projekt, gdy się okaże, że sekcja na telefonie potrzebuje wysokiego kadru, a masz same panoramy.

Zero filtrów. Filtry z aplikacji społecznościowych starzeją się w tempie mody. Zdjęcie z mocnym filtrem z 2026 roku za dwa lata będzie krzyczeć datą. Naturalne kolory nie starzeją się nigdy. Delikatne podniesienie jasności i kontrastu wystarczy.

Kiedy potrzebujesz fotografa i ile to kosztuje w Polsce

Fotograf ma sens w trzech sytuacjach. Po pierwsze - gdy sprzedajesz coś, gdzie wygląd jest produktem: wnętrza, gastronomia, biżuteria, moda, kosmetyka. Po drugie - gdy potrzebujesz portretów, którymi będziesz się posługiwać wszędzie przez najbliższe trzy lata: strona, LinkedIn, wizytówka Google, materiały prasowe. Po trzecie - gdy Twoja konkurencja w wyszukiwarce ma zdjęcia lepsze od Twoich, a Ty walczysz o tego samego klienta.

Ceny w Polsce w 2026 roku, według zestawień cenników fotografów, wyglądają mniej więcej tak. Średnia krajowa za sesję biznesową mieści się w przedziale około 765-1038 zł brutto. Prosta sesja jednej osoby, kilkanaście obrobionych zdjęć, to zwykle 300-800 zł. Rozbudowana sesja wizerunkowa, z kilkoma zmianami tła i scenerii, to najczęściej 800-1500 zł. Sesje zespołowe, całodniowe zdjęcia w firmie, dokumentacja procesu produkcyjnego - tam ceny zaczynają się od kilku tysięcy w górę, w zależności od liczby osób, retuszu i zakresu praw do zdjęć. Fotografia produktowa typu packshot rozlicza się na sztuki: proste zdjęcie na białym tle to mniej więcej 20-74 zł za plik, aranżowane sceny z rekwizytami potrafią kosztować 100-500 zł za zdjęcie.

Zanim podpiszesz, upewnij się co do trzech rzeczy, bo to one najczęściej wysadzają współpracę.

  • Zakres licencji. Fotograf zachowuje prawa autorskie, jeśli umowa nie stanowi inaczej. Potrzebujesz na piśmie prawa do publikacji w internecie, w materiałach reklamowych i w płatnych kampaniach, bezterminowo. Sam plik JPG nie daje Ci tych praw.
  • Liczba obrobionych zdjęć. "Sesja" potrafi znaczyć 8 zdjęć albo 60. Ustal liczbę i termin przekazania.
  • Prawo do kadrowania. Na stronę będziesz przycinał zdjęcia pod różne sekcje. Niektórzy fotografowie traktują to jako naruszenie integralności utworu. Zapisz, że możesz kadrować.

Uczciwie: dla typowej lokalnej firmy usługowej dobra sesja za 600-900 zł zwraca się szybciej niż większość innych wydatków marketingowych, bo tych zdjęć będziesz używał wszędzie przez lata. Ale nie jest warunkiem startu. Lepsza jest strona z Twoimi telefonowymi zdjęciami niż strona ze stockiem, na którą czekasz pół roku, bo "najpierw sesja".

Legalne banki zdjęć i ich prawdziwe ograniczenia

Unsplash, Pexels i Pixabay to trzy miejsca, z których można brać zdjęcia bez płacenia i bez ryzyka - pod warunkiem, że wiesz, czego one nie obejmują. Ich licencje są hojne, ale to nie jest domena publiczna i nie jest to "rób co chcesz".

Czego wprost nie wolno:

  • Sprzedawać niezmienionych kopii. Nie możesz wziąć zdjęcia z Unsplash, wrzucić go na kubek albo plakat i sprzedawać bez wniesienia własnego wkładu twórczego.
  • Budować konkurencyjnego serwisu. Masowe pobieranie i udostępnianie tych zdjęć jako własnej bazy jest wyraźnie zabronione.
  • Używać zdjęć z rozpoznawalnymi osobami w reklamie bez zgody modela. Licencja banku zdjęć obejmuje prawa fotografa, ale nie prawa osoby na zdjęciu. Do reklamy, opakowania czy sugerowania rekomendacji potrzebna jest osobna zgoda na wykorzystanie wizerunku, której serwis Ci nie daje.
  • Ignorować znaki towarowe. Jeśli w kadrze jest logo marki, budynek objęty ochroną albo dzieło sztuki, sama licencja zdjęcia nie załatwia sprawy.

Do tego dochodzi zasada, która nie wynika z licencji, tylko ze zdrowego rozsądku i przepisów o nieuczciwej konkurencji: nie wolno przedstawiać cudzego zdjęcia jako własnej realizacji. Wstawienie stockowego wnętrza do galerii "nasze realizacje" to wprowadzanie klienta w błąd, niezależnie od tego, że samo zdjęcie pobrałeś legalnie.

Jeszcze jedna rzecz, o której mało kto pamięta: część zdjęć na tych serwisach jest dziś generowana przez sztuczną inteligencję i bywa oznaczona bardzo dyskretnie. Wygenerowane wnętrza mają charakterystyczne błędy - krzywe klamki, dziwne odbicia w lustrze, tekst na szyldach będący bełkotem. Zanim wstawisz zdjęcie na stronę, obejrzyj je w pełnym rozmiarze.

Cudze zdjęcie z Google - ile to realnie kosztuje

"Znalazłem w Google" nie jest licencją. Google Grafika to wyszukiwarka, a nie bank zdjęć - pokazuje pliki leżące na cudzych serwerach i w żaden sposób nie przenosi praw. To najczęstszy i najdroższy błąd, jaki widzę na stronach małych firm.

Polska ustawa o prawie autorskim daje twórcy narzędzie, które boli. Zgodnie z art. 79 uprawniony może żądać od naruszyciela zapłaty sumy pieniężnej w wysokości dwukrotności stosownego wynagrodzenia, które byłoby należne za udzielenie zgody na korzystanie z utworu. Przepis przewidywał kiedyś trzykrotność przy zawinionym naruszeniu, ale Trybunał Konstytucyjny uznał tę część za niezgodną z konstytucją - została dwukrotność, należna niezależnie od winy. Kluczowe słowo to "niezależnie". Nie musisz wiedzieć, że zdjęcie jest chronione. Nie musisz na nim zarobić. Blog bez reklam też jest naruszeniem.

W praktyce działa to tak: agencje fotograficzne i kancelarie mają narzędzia do skanowania internetu obrazem. Znajdują Twoje zdjęcie, sprawdzają w archiwum, kto jest autorem, i wysyłają wezwanie do zapłaty. Kwoty liczone od cennika fotografa - jeśli licencja kosztowałaby 1200 zł, żądanie opiewa na 2400 zł plus koszty. Do tego dochodzi żądanie usunięcia zdjęcia i czasem publikacji oświadczenia. Znam małą firmę remontową, która na trzech zdjęciach zapożyczonych z zagranicznej strony zapłaciła łącznie ponad 5000 zł. Za tę kwotę miałaby dwie porządne sesje własnych realizacji.

Co robić, jeśli takie wezwanie już przyszło? Po pierwsze - natychmiast usuń zdjęcie i zabezpiecz dowód daty usunięcia. Po drugie - nie ignoruj pisma, bo sprawa trafi do sądu i koszty urosną. Po trzecie - sprawdź, czy nadawca faktycznie reprezentuje autora i czy żądana stawka odpowiada realnemu cennikowi. Bywa, że kwota jest mocno zawyżona i da się ją negocjować. Po czwarte - przy poważniejszych kwotach porozmawiaj z prawnikiem, zanim cokolwiek zapłacisz.

Zdjęcia ludzi a RODO - zgoda na publikację

Publikując zdjęcie człowieka, poruszasz się w dwóch reżimach prawnych naraz i oba trzeba spełnić.

Prawo autorskie, art. 81. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. Zgoda nie musi być na piśmie, ale nie może budzić wątpliwości - a to znaczy, że w razie sporu to Ty musisz ją udowodnić, więc pisemna albo mailowa jest po prostu wygodniejsza. Ustawa przewiduje wyjątki: zgoda nie jest potrzebna, gdy osoba otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie, gdy jest osobą powszechnie znaną, a zdjęcie powstało w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, oraz gdy stanowi jedynie szczegół większej całości - zgromadzenia, krajobrazu, imprezy publicznej. Ten ostatni wyjątek przestaje działać dokładnie w momencie, gdy przytniesz kadr tak, że jedna osoba staje się głównym tematem zdjęcia.

RODO. Wizerunek to dane osobowe, więc potrzebujesz podstawy prawnej przetwarzania. Przy pracownikach i klientach w praktyce najczęściej jest to zgoda, którą trzeba udokumentować i której można w każdej chwili odmówić bez konsekwencji.

Dobrze skonstruowana zgoda mówi jasno o czterech rzeczach:

  • Gdzie - strona internetowa firmy, profile w mediach społecznościowych, materiały drukowane, kampanie płatne. Wymień kanały, nie pisz "w celach marketingowych".
  • Jak długo - najlepiej bezterminowo z prawem odwołania w każdym momencie.
  • Kto - pełna nazwa firmy i dane kontaktowe administratora.
  • Jak wycofać - konkretny adres e-mail i deklaracja, że usunięcie nastąpi w rozsądnym terminie.

Kilka praktycznych sytuacji. Pracownik, który odchodzi z firmy, może zażądać usunięcia swojego zdjęcia i trzeba to zrobić - dlatego warto tak budować sekcję zespołu, żeby usunięcie jednej osoby nie rozwalało układu strony. Dzieci wymagają zgody rodzica lub opiekuna, bez wyjątku. Klienci przypadkowo widoczni w tle zdjęcia z lokalu to najbezpieczniej rozmyć albo zrobić zdjęcie przed otwarciem. A jeśli fotografujesz efekt pracy w cudzym domu - remont, sprzątanie, montaż - poproś o zgodę na publikację wnętrza osobno, bo wnętrze mieszkania też potrafi identyfikować osobę.

Wymagania techniczne: rozmiary, WebP, waga plików

Tu zaczyna się część, w której najczęściej ratujemy strony zrobione gdzie indziej. Właściciel wgrywa do panelu zdjęcia prosto z telefonu, po 4-6 MB każde, w rozdzielczości 4032 na 3024 piksele, a system pokazuje je w okienku o szerokości 400 pikseli. Przeglądarka i tak pobiera cały plik. Dziesięć takich zdjęć na jednej podstronie to kilkadziesiąt megabajtów, które ktoś na telefonie w tramwaju musi ściągnąć, żeby zobaczyć Twój cennik.

Oto wartości, których trzymamy się w projektach - można je traktować jako gotową ściągę.

ZastosowanieSzerokośćDocelowa waga
Zdjęcie w nagłówku strony1920-2400 pxdo 200 KB
Zdjęcie w sekcji treści1200-1600 pxdo 120 KB
Kafelek w galerii800 pxdo 80 KB
Miniatura, awatar300-400 pxdo 30 KB
Logo, ikonySVGdo 10 KB
Zdjęcie produktu w sklepie1200 px kwadratdo 100 KB

Format. WebP daje mniej więcej 25-35 procent mniejsze pliki niż JPEG przy tej samej jakości wizualnej i jest obsługiwany przez wszystkie używane dziś przeglądarki. AVIF potrafi ścisnąć jeszcze mocniej, ale koduje się wolniej. Nasz standard to WebP dla wszystkich zdjęć, SVG dla logo i ikon, PNG tylko tam, gdzie naprawdę potrzebna jest przezroczystość bez kompresji. Jeśli Twoja strona nadal serwuje same JPEG-i, przejście na WebP to zwykle najtańszy zysk na szybkości, jaki da się zrobić w jeden wieczór.

Kilka wersji jednego zdjęcia. Poprawnie zrobiona strona przygotowuje każde zdjęcie w trzech, czterech szerokościach i pozwala przeglądarce wybrać właściwą. Telefon pobiera wersję 800-pikselową, monitor 4K pobiera dużą. W Next.js robi to komponent obrazu, w WordPressie odpowiada za to mechanizm rozmiarów pośrednich plus wtyczka do konwersji.

Podaj wymiary. Każde zdjęcie powinno mieć zadeklarowaną szerokość i wysokość. Bez tego przeglądarka nie wie, ile miejsca zarezerwować, i treść skacze podczas wczytywania. Google mierzy to jako CLS i traktuje jako sygnał jakości.

Leniwe ładowanie z jednym wyjątkiem. Zdjęcia poniżej pierwszego ekranu warto ładować dopiero wtedy, gdy użytkownik do nich dociera. Ale zdjęcie w nagłówku - to, które jest największym elementem widocznym od razu - musi się ładować normalnie i priorytetowo. Opóźnienie akurat tego jednego pliku psuje wskaźnik LCP, który powinien mieścić się poniżej 2,5 sekundy.

Dlaczego ciężkie zdjęcia naprawdę zabijają stronę

Liczby są brutalnie proste. Strona z dwunastoma zdjęciami po 4 MB waży 48 MB. Na dobrym mobilnym łączu to kilkanaście sekund. W piwnicy, w windzie, na wsi pod Ostrołęką - minuta i więcej. Zanim to się załaduje, użytkownik już dawno wrócił do wyników wyszukiwania i kliknął konkurencję.

Te same dwanaście zdjęć, przeskalowanych do 1600 pikseli i zapisanych w WebP, waży razem około 1,2 MB. Czterdzieści razy mniej, przy identycznym wyglądzie na ekranie. To nie jest optymalizacja dla purystów - to różnica między stroną, która się otwiera, a stroną, która się wczytuje.

Jest jeszcze skutek pośredni. Google od lat używa Core Web Vitals jako jednego z sygnałów rankingowych, a największy element na ekranie to prawie zawsze zdjęcie. Nieoptymalizowana grafika obniża pozycje i jednocześnie zwiększa liczbę osób, które wychodzą przed wczytaniem. Płacisz dwa razy za ten sam błąd.

Alt-teksty i SEO obrazków

Atrybut alt to opis zdjęcia, który czyta czytnik ekranu osobie niewidomej i który analizuje Google. Ma dwie funkcje naraz: dostępność i wyszukiwarka. Kosztuje sekundę pracy przy wgrywaniu pliku, a jest pomijany na chyba dziewięciu stronach na dziesięć.

Jak wygląda dobry i zły alt:

  • Źle: IMG_20260612_143022.jpg - czyli brak alt w ogóle
  • Źle: zdjęcie, foto1, obrazek
  • Źle: fryzjer Poznań tani fryzjer Poznań salon fryzjerski Poznań centrum - upychanie fraz, Google to rozpoznaje i lekceważy
  • Dobrze: Stylistka nakłada farbę na włosy klientki w salonie na Wildzie w Poznaniu
  • Dobrze: Drewniana zabudowa kuchni w kolorze dębu, realizacja w mieszkaniu na Jeżycach

Zasada jest jedna: opisz, co widać, tak jakbyś opisywał to komuś przez telefon. Naturalne słowa kluczowe pojawią się same, bo mówisz o swojej pracy.

Do tego trzy drobiazgi, które razem robią różnicę. Nazwa pliku - zamiast DSC_4471.jpg zapisz zabudowa-kuchni-dab-jezyce.webp, małymi literami, bez polskich znaków, z myślnikami. Podpis pod zdjęciem - tekst widoczny pod obrazkiem jest czytany przez ludzi znacznie częściej niż zwykły akapit i Google traktuje go jako mocny kontekst. Mapa witryny dla obrazów - przy większych galeriach warto, żeby zdjęcia trafiły do sitemapy.

Efekt bywa zaskakujący. Klient prowadzący pracownię kamieniarską pod Kielcami dostaje dziś około jednej piątej ruchu ze strony właśnie z wyszukiwarki grafiki - ludzie szukają wzoru blatu, znajdują jego zdjęcie, klikają w stronę. Nic za to nie zapłacił poza porządnie opisanymi plikami.

Zdjęcia "przed i po" - najlepiej sprzedający format w usługach

Jeśli robisz cokolwiek, co zmienia stan rzeczy - remonty, sprzątanie, naprawy lakiernicze, ogrody, fryzjerstwo, kosmetyka, renowacja mebli - para zdjęć przed i po jest najsilniejszym dowodem, jaki możesz pokazać. Nie potrzebuje żadnego tekstu, działa w dwie sekundy i wyklucza dyskusję o tym, czy się znasz.

Żeby działała, musi spełniać cztery warunki:

  • Ten sam punkt. Stań w tym samym miejscu, na tej samej wysokości, z tym samym kadrem. Najprostszy sposób: zrób zdjęcie "przed", zostaw je otwarte w telefonie i po skończonej pracy dopasuj kadr do podglądu.
  • To samo światło. Ciemne, brzydkie "przed" i jasne, wypolerowane "po" wygląda na oszustwo, nawet gdy nim nie jest. Fotografuj o podobnej porze.
  • Zero retuszu na efekcie. Podkręcenie nasycenia na zdjęciu "po" jest widoczne i podważa cały dowód.
  • Zgoda właściciela. Jeśli pracujesz w cudzym mieszkaniu, ustal publikację przed rozpoczęciem prac, a nie po. Najlepiej jednym zdaniem w umowie, z możliwością odmowy.

Praktyczna wskazówka na koniec: zbieraj te pary zawsze, także gdy nie masz jeszcze strony. Marek, właściciel firmy zajmującej się naprawą wgnieceń bez lakierowania w Bydgoszczy, przez rok robił zdjęcia każdego auta przed i po, bo mu ktoś kiedyś kazał. Kiedy zabraliśmy się za jego stronę, miał gotowych ponad dwieście par. Sekcja realizacji powstała w jeden dzień i jest dziś najczęściej oglądaną podstroną w całym serwisie.

Ile zdjęć potrzebuje strona wizytówka

Znacznie mniej, niż się ludziom wydaje. Typowa strona wizytówka - strona główna, oferta, o nas, realizacje, kontakt - potrzebuje kilkunastu zdjęć, żeby wyglądać kompletnie.

  • 1 duże zdjęcie do nagłówka strony głównej
  • 1 portret właściciela lub zespołu
  • 3-4 zdjęcia ilustrujące poszczególne usługi
  • 6-8 zdjęć realizacji albo produktów
  • 1-2 zdjęcia lokalu, w tym wejście od ulicy
  • 1 zdjęcie do sekcji kontaktu

Razem 13-17 plików. Landing page potrzebuje ich jeszcze mniej, zwykle 6-10, bo liczy się jedno mocne ujęcie na sekcję zamiast galerii. Sklep internetowy to zupełnie inna skala - tam obowiązuje reguła 3-5 zdjęć na każdy produkt i to jest zdecydowanie największa pozycja w budżecie treści.

Nadmiar zdjęć szkodzi bardziej niż niedobór. Galeria z osiemdziesięcioma zdjęciami tego samego typu nie robi na nikim wrażenia, za to spowalnia stronę i rozmywa uwagę. Osiem najlepszych działa lepiej niż osiemdziesiąt przeciętnych.

Plan na jedno popołudnie

Jeśli po tym tekście masz zrobić tylko jedną rzecz, zrób tę. Wybierz pochmurny dzień. Weź kartkę i wypisz z listy wyżej te ujęcia, które dotyczą Twojej firmy - powinno wyjść kilkanaście pozycji. Posprzątaj miejsce. Ustaw się przy oknie. Odhacz kartkę. Każde ujęcie zrób trzy razy, w pionie i w poziomie. Wieczorem przejrzyj, wybierz najlepsze, przeskaluj do 1600 pikseli szerokości, zapisz jako WebP i opisz pliki po ludzku.

To jest cały proces. Kosztuje popołudnie i zero złotych, a robi dla wiarygodności Twojej strony więcej niż zmiana kolorów, czcionek i większość rzeczy, o które klienci pytają nas najpierw. Fotograf, sesja i szlify przyjdą później, kiedy będziesz już wiedział, których zdjęć naprawdę używasz.

Masz zdjęcia, ale nie wiesz, jak je poukładać na stronie?

Napisz do nas - powiemy, które ujęcia dokładnie zadziałają w Twojej branży, a które tylko obciążą stronę. Strona wizytówka od 545 zł, gotowa w 7 dni, płatność 20/80 i roczna gwarancja.

Porozmawiajmy o Twojej stronie