Paweł prowadzi pracownię stolarską pod Wrocławiem. W lutym 2026 jego zasięgi na Instagramie spadły o dwie trzecie w ciągu jednego tygodnia. Nic nie zrobił źle - zmienił się algorytm. Sześć lat budowania profilu, prawie cztery tysiące obserwujących i nagle post o gotowej zabudowie widzi trzysta osób zamiast tysiąca dwustu. Zadzwonił do mnie zapytać, czy da się coś z tym zrobić. Odpowiedź, której nie chciał usłyszeć, brzmiała: z algorytmem nie da się nic. Da się natomiast zbudować kanał, w którym nikt między Tobą a odbiorcą nie stoi.

Newsletter jest jedną z niewielu rzeczy w marketingu, które nie zestarzały się przez dwadzieścia lat. Jest też jedną z najczęściej robionych źle. Ten tekst mówi, kiedy warto go zakładać, jak zrobić to zgodnie z polskim prawem i jak nie wylądować w folderze ze spamem.

Komu newsletter się opłaca, a komu nie

Zacznijmy od uczciwej części, bo pół internetu twierdzi, że newsletter jest dla każdego. Nie jest.

Newsletter ma sens, jeśli:

  • Klient wraca do Ciebie więcej niż raz - kosmetyczka, warsztat, sklep, gabinet, szkoła językowa, biuro rachunkowe
  • Decyzja o zakupie zajmuje tygodnie albo miesiące - meble na wymiar, fotowoltaika, remonty, doradztwo, kursy
  • Masz co powiedzieć poza ofertą: wiedza branżowa, sezonowe porady, kulisy pracy
  • Sprzedajesz produkty cyklicznie albo sezonowo - ogrodnictwo, sport, prezenty, gastronomia
  • Twój ruch na stronie jest przyzwoity, ale konwersja niska - ludzie oglądają i wychodzą, a Ty nie masz jak do nich wrócić

Newsletter nie ma sensu, jeśli:

  • Sprzedajesz usługę jednorazową i pilną - awaryjny hydraulik, holowanie, ślusarz. Nikt nie zapisze się na maile od ślusarza "na wszelki wypadek"
  • Masz mniej niż 50 osób w bazie i żadnego pomysłu, skąd wziąć kolejne - wtedy najpierw ruch, potem newsletter
  • Nie jesteś w stanie napisać jednego maila miesięcznie przez pół roku. Rozsyłka porzucona po trzech numerach jest gorsza niż jej brak, bo psuje wrażenie o firmie
  • Twoim jedynym pomysłem na treść jest "promocja -10%". Baza wypali się w cztery miesiące

Test jest prosty. Wypisz na kartce dziesięć tematów maili, które chciałbyś wysłać w najbliższym półroczu. Jeśli wypisanie dziesięciu zajmuje Ci dziesięć minut - zaczynaj. Jeśli utknąłeś na czwartym, odłóż to i wróć, gdy będziesz miał więcej do powiedzenia.

Baza adresów to jedyny kanał, którego Ci nie odbiorą

Instagram, Facebook, TikTok, a nawet Google - to wszystko są kanały wynajmowane. Możesz na nich zbudować sporo, ale w każdej chwili właściciel może zmienić zasady i nie zapyta Cię o zdanie. Zasięg organiczny stron firmowych na Facebooku spadał latami do poziomu kilku procent obserwujących. Aktualizacje algorytmu Google potrafią przestawić widoczność strony w jedną noc. Konto może też zostać zablokowane przez pomyłkę automatu i odzyskiwanie kontaktu z klientami trwa tygodniami, o ile w ogóle się uda.

Lista mailowa działa inaczej z jednego prostego powodu: to plik, który należy do Ciebie. Możesz go wyeksportować i przenieść do innego narzędzia w dwadzieścia minut. Zmiana dostawcy rozsyłki nie kosztuje ani jednego kontaktu. Nikt nie stoi między Twoją wiadomością a skrzynką odbiorcy poza filtrem antyspamowym, a na filtr - w przeciwieństwie do algorytmu - masz realny wpływ techniczny, o czym niżej.

Do tego dochodzi arytmetyka, którą warto zobaczyć na liczbach. Załóżmy, że masz 800 adresów. Przy realnych 30 procentach otwarć i 3 procentach kliknięć to jest 240 osób, które zobaczyły Twoją wiadomość, i 24 osoby, które weszły na stronę. Żeby uzyskać taki sam ruch z reklamy przy koszcie kliknięcia rzędu 2-4 zł, zapłaciłbyś 50-100 zł. Za każdą wysyłkę. Newsletter kosztuje tyle samo przy pierwszej wysyłce co przy pięćdziesiątej - czyli praktycznie nic ponad abonament narzędzia.

Jest jednak druga strona medalu, o której mało kto mówi. Baza mailowa rośnie wolno. Realistycznie mała firma z przyzwoitym ruchem zbiera 20-60 adresów miesięcznie. To znaczy, że przez pierwsze pół roku newsletter nie robi prawie nic i trzeba to przyjąć na wejściu. Zaczyna się opłacać w drugim roku. Kto tego nie wie, rezygnuje w czwartym miesiącu.

Jak zbierać adresy na stronie - gdzie postawić formularz

Formularz zapisu wciśnięty w stopkę pod napisem "Newsletter" zbiera bardzo mało. Nie dlatego, że stopka jest zła, tylko dlatego, że nie mówi nic o tym, po co ktoś miałby go wypełnić. Miejsca, które faktycznie działają:

  • Pod artykułem na blogu. Ktoś właśnie przeczytał 1500 słów Twojego tekstu - to najlepszy możliwy moment na propozycję kolejnych. Zwykle najskuteczniejsze miejsce na całej stronie.
  • W sekcji na stronie głównej, mniej więcej w połowie. Nie w nagłówku, bo tam walczy z głównym wezwaniem do działania.
  • Na osobnej stronie zapisu, do której linkujesz z profili społecznościowych, ze stopki maila i z wizytówki Google.
  • W okienku wyzwalanym zachowaniem - po przewinięciu 60 procent strony albo po 30 sekundach na podstronie oferty. Nigdy natychmiast po wejściu.
  • Po zakupie albo po wysłaniu zapytania - na stronie z podziękowaniem, jako osobny, dobrowolny checkbox.
  • Offline - kartka przy kasie z kodem QR prowadzącym do strony zapisu, w lokalach usługowych działa zaskakująco dobrze.

Sam formularz powinien mieć jedno pole. Adres e-mail i przycisk. Każde kolejne pole - imię, telefon, branża - obniża liczbę zapisów o kilkanaście procent. Imię możesz dopytać w pierwszym mailu powitalnym, gdy człowiek jest już w bazie. Przycisk nie powinien mówić "Zapisz się", tylko co odbiorca dostanie: "Chcę poradnik", "Wyślijcie mi cennik", "Odbieram listę".

Lead magnet - co dać w zamian za adres

"Zapisz się do newslettera, żeby być na bieżąco" to propozycja, na którą nikt już nie reaguje. Adres e-mail jest walutą i trzeba za niego czymś zapłacić. Dobry lead magnet ma trzy cechy: rozwiązuje jeden konkretny problem, można go skonsumować w piętnaście minut i jest bezpośrednio związany z tym, co sprzedajesz.

Rzeczy, które sprawdzają się w polskich małych firmach:

  • Kalkulator albo cennik w PDF - u wykonawców i w usługach budowlanych to niemal zawsze najskuteczniejsza opcja, bo ludzie najbardziej chcą wiedzieć, ile to kosztuje
  • Lista kontrolna - "15 rzeczy do sprawdzenia przed odbiorem mieszkania", "Co przygotować przed wizytą u księgowej"
  • Krótki poradnik na 4-6 stron, nie na czterdzieści. Nikt nie czyta czterdziestostronicowych e-booków
  • Kod rabatowy na pierwsze zamówienie - działa w handlu, ale przyciąga też łowców zniżek, więc jakość bazy będzie niższa
  • Nagranie albo mini-kurs mailowy - pięć krótkich wiadomości przez pięć dni, świetnie sprawdza się w usługach eksperckich
  • Szablon dokumentu - wzór umowy, harmonogram, arkusz do wyliczeń

Czego robić nie wolno, i tu przechodzimy do rzeczy istotnej: nie wolno uzależniać czegokolwiek od zgody marketingowej. Jeśli materiał jest darmowy, ma być darmowy. Zapis do rozsyłki musi być osobną, dobrowolną decyzją - inaczej zgoda jest wadliwa, bo brakuje jej dobrowolności. W praktyce robi się to tak: formularz pobrania poradnika ma pole na adres i osobny, niezaznaczony checkbox "chcę też dostawać newsletter". Materiał wysyłasz każdemu, kto go poprosił. Do rozsyłki dopisujesz tylko tych, którzy odhaczyli checkbox.

Zakazane są też trzy rzeczy, które ciągle widuję u klientów: kupowanie gotowych baz adresów, przepisywanie maili z wizytówek zebranych na targach bez pytania o zgodę oraz wyciąganie adresów ze stron firmowych automatem. Wszystkie trzy są jednocześnie naruszeniem RODO, naruszeniem przepisów o marketingu bezpośrednim i najprostszą drogą do trafienia na czarne listy dostawców poczty.

RODO i zgody - co dokładnie ma być w checkboxie

Zbierając adres, przetwarzasz dane osobowe i stajesz się administratorem tych danych. Brzmi poważnie, ale dla małej firmy sprowadza się do kilku konkretów, które trzeba mieć na stronie.

Checkbox musi być niezaznaczony domyślnie. Zgoda wyrażona przez brak działania nie jest zgodą. Automatyczne zaznaczenie to jeden z najczęściej wytykanych błędów.

Zgody muszą być rozdzielone.Jeden checkbox na wysyłkę newslettera, drugi - jeśli go potrzebujesz - na kontakt telefoniczny albo na profilowanie. Zbiorcze "zgadzam się na wszystko" jest wadliwe.

Treść ma być zrozumiała.Zamiast trzech zdań z odesłaniami do artykułów rozporządzenia lepiej napisać po ludzku: kto wysyła, co wysyła, jak często i jak się wypisać. Pełna klauzula informacyjna może być pod linkiem "Polityka prywatności".

Minimum, które musi się znaleźć obok formularza:

  • Kto jest administratorem danych - pełna nazwa firmy, adres, NIP
  • W jakim celu i na jakiej podstawie przetwarzasz adres
  • Że dane trafiają do dostawcy narzędzia do wysyłki i kto to jest
  • Jak długo je przechowujesz - najczęściej do wycofania zgody
  • Prawa: dostęp, sprostowanie, usunięcie, sprzeciw, skarga do Prezesa UODO
  • Informacja, że zgodę można wycofać w każdej chwili i jak to zrobić

Trzeba umieć udowodnić zgodę. Przy kontroli albo skardze to Ty musisz wykazać, że dana osoba się zapisała. Dlatego zapisuj datę, godzinę, adres IP i treść zgody w brzmieniu z dnia zapisu. Wszystkie sensowne narzędzia do rozsyłki robią to automatycznie - warto tylko sprawdzić, czy funkcja jest włączona.

Podwójne potwierdzenie. Po wpisaniu adresu system wysyła wiadomość z linkiem, a zapis staje się skuteczny dopiero po kliknięciu. Nie jest to wprost wymagane przepisem, ale to najmocniejszy dowód zgody, jaki możesz mieć, i chroni Cię przed dopisaniem kogoś przez pomyłkę albo złośliwie. Koszt: tracisz zwykle 15-25 procent zapisujących się, którzy nie klikną potwierdzenia. Zysk: baza złożona z osób realnie zainteresowanych, lepsza dostarczalność i spokój przy kontroli. Zawsze polecam włączyć.

Prawo komunikacji elektronicznej - drugi przepis, o którym nikt nie pamięta

RODO to nie wszystko. Od 10 listopada 2024 roku obowiązuje ustawa Prawo komunikacji elektronicznej, która zastąpiła wcześniejsze przepisy o informacji handlowej i o marketingu w telekomunikacji. Kluczowy jest art. 398: zakazane jest używanie telekomunikacyjnych urządzeń końcowych do przesyłania informacji handlowej, w tym marketingu bezpośredniego, chyba że odbiorca wcześniej wyraził na to zgodę.

W praktyce oznacza to model, w którym pytasz najpierw, a wysyłasz potem. Nie ma znaczenia, czy piszesz do osoby prywatnej, czy do firmy - jeśli adres należy do konkretnego człowieka, przepis obowiązuje. Nie ratuje Cię też "uzasadniony interes" z RODO, bo to są dwa niezależne reżimy i oba trzeba spełnić jednocześnie. Zimny mailing do adresów zebranych z internetu jest w Polsce po prostu nielegalny, niezależnie od tego, jak przekonująco brzmią firmy sprzedające bazy kontaktów.

Zgoda powinna pochodzić z inicjatywy odbiorcy albo zostać uzyskana przy okazji innego legalnego kontaktu - podczas składania zamówienia, zapisu do rozsyłki, wydarzenia branżowego. Adres służbowy w formie ogólnej, typu biuro albo kontakt, jest mniej ryzykowny, bo trudniej powiązać go z konkretną osobą, ale nawet wtedy trzeba mieć podstawę marketingową.

Sankcja jest realna. Prezes UKE może nałożyć karę pieniężną w wysokości do 3 procent przychodu ukaranego podmiotu z poprzedniego roku kalendarzowego albo do 1 000 000 zł, przy czym stosuje się kwotę wyższą. Dla małej firmy prawdopodobieństwo takiej kary jest niewielkie, ale wystarczy jeden zdenerwowany odbiorca, który złoży skargę, żeby zacząć korespondencję z urzędem. Nie warto ryzykować dla stu adresów.

Dodatkowo każda wysyłana wiadomość handlowa musi jasno wskazywać nadawcę i zawierać działający, jednoklikowy sposób wypisania się. Link "wypisz się" ukryty jasnoszarą czcionką w stopce jest nie tylko nieelegancki - jest problemem prawnym i technicznym, bo ludzie zamiast tego klikają "to jest spam", co niszczy Twoją reputację nadawcy.

Narzędzia i ceny - co wybrać w 2026 roku

Nie wysyłaj newslettera ze zwykłej skrzynki pocztowej ani przez ukryte kopie. Po pierwsze to nielegalne przy braku możliwości wypisania się, po drugie skrzynka firmowa zostanie zablokowana po kilkudziesięciu odbiorcach, po trzecie nie masz żadnych statystyk. Narzędzie do rozsyłki jest obowiązkowe od pierwszego maila.

NarzędziePlan darmowyDla kogo
MailerLite250 kontaktów, 2 500 maili miesięcznieNajprostszy interfejs, dobry na start
Brevokontakty bez limitu, 300 maili dziennieGdy masz dużą bazę, a wysyłasz rzadko
Mailchimp500 kontaktówNajwięcej integracji, najdroższy przy wzroście
GetResponse500 kontaktówPolska firma, polskie wsparcie i faktury

Rzędy wielkości przy płatnych planach: dla bazy do 1000 kontaktów budżet to zwykle 60-120 zł miesięcznie, przy 5000 kontaktów około 150-350 zł, w zależności od narzędzia i tego, ile automatyzacji potrzebujesz. Ceny są podawane najczęściej w dolarach albo euro, więc kurs też ma znaczenie. Uwaga na jedną rzecz przy planach darmowych: MailerLite w 2026 obciął limit bezpłatny z 500 do 250 kontaktów i z 12 000 do 2 500 maili miesięcznie, więc jeśli czytasz starsze poradniki, mogą podawać nieaktualne liczby.

Na co patrzeć przy wyborze, poza ceną: czy interfejs jest po polsku, czy dostajesz fakturę VAT z polskim NIP-em, czy narzędzie ma podwójne potwierdzenie i archiwizację zgód, czy da się łatwo wyeksportować bazę oraz czy pozwala na proste automatyzacje - przede wszystkim wiadomość powitalną. Reszta funkcji przyda Ci się dopiero za dwa lata.

Dla firmy, która startuje od zera, moja rekomendacja jest nudna: weź plan darmowy dowolnego z tych narzędzi, wyślij dwanaście numerów i dopiero potem zastanawiaj się nad płatnym planem. Płacenie 100 zł miesięcznie za bazę 80 osób nie ma sensu.

Co pisać i jak często

Najczęstsze pytanie i najprostsza odpowiedź: raz w miesiącu, regularnie, tego samego dnia. Rzadziej niż raz na sześć tygodni i odbiorcy zapominają, kim jesteś, a odsetek zgłoszeń spamu rośnie. Częściej niż raz w tygodniu i mała firma zwykle nie ma na to treści ani czasu. Dwa razy w miesiącu to sufit dla większości branż usługowych.

Proporcja treści, która działa: mniej więcej cztery piąte wartości i jedna piąta sprzedaży. Konkretnie oznacza to, że w mailu jest jedna rzecz przydatna sama w sobie, a oferta pojawia się na końcu, jako naturalne przedłużenie tematu. Newsletter złożony wyłącznie z promocji zbiera wypisania szybciej, niż zbiera zapisy.

Sprawdzone typy wiadomości, które da się przygotować w godzinę:

  • Jedna realizacja z opisem problemu i rozwiązania - najlepiej działający format w usługach, bo jest jednocześnie treścią i dowodem
  • Odpowiedź na pytanie, które klienci zadają najczęściej - masz ich kilkanaście w telefonie, wystarczy je spisać
  • Sezonowa lista rzeczy do zrobienia - przygotowanie ogrodu, przegląd instalacji, rozliczenie roczne
  • Kulisy - nowa maszyna, nowa osoba w zespole, zmiana lokalu. Ludzie to czytają chętniej, niż się wydaje
  • Krótka opinia w sprawie branżowej - zmiana przepisów, nowa technologia, wzrost cen materiałów

Kilka reguł formy. Temat wiadomości 30-50 znaków, konkretny, bez wykrzykników i bez słowa "darmowy" napisanego wielkimi literami. Jeden główny link w mailu, maksymalnie dwa - im więcej odnośników, tym mniej kliknięć w ten najważniejszy. Tekst krótszy, niż Ci się wydaje: 200-400 słów zupełnie wystarczy. Wysyłka z adresu imiennego, nie z "noreply" - odpowiedzi od czytelników są najlepszym sygnałem dla filtrów antyspamowych i najlepszym źródłem pomysłów na kolejne maile.

I jedna rzecz, którą trzeba ustawić raz, na samym początku: wiadomość powitalna wysyłana automatycznie po potwierdzeniu zapisu. Ma najwyższe otwarcia ze wszystkiego, co kiedykolwiek wyślesz, bo trafia do kogoś, kto właśnie o Tobie myśli. Powinna dostarczyć obiecany materiał, przedstawić Cię w trzech zdaniach i powiedzieć, czego odbiorca może się spodziewać i jak często.

SPF, DKIM i DMARC - dlaczego bez tego maile idą w spam

To jest część, którą właściciele firm pomijają, a która decyduje o tym, czy Twoja wiadomość w ogóle dotrze. Wyjaśnię ją bez żargonu.

Poczta e-mail powstała w czasach, gdy nikt nie przewidywał oszustw, więc w nagłówku wiadomości można wpisać dowolnego nadawcę. Dlatego dostawcy poczty wymyślili trzy mechanizmy weryfikacji, a Ty musisz je włączyć dla swojej domeny. Wszystkie trzy to wpisy tekstowe w konfiguracji DNS domeny - dokładnie tam, gdzie ustawia się, na którym serwerze stoi strona.

  • SPF to lista serwerów, którym pozwalasz wysyłać pocztę w imieniu swojej domeny. Jak lista gości na weselu - jeśli nadawcy nie ma na liście, poczta odbiorcy nabiera podejrzeń.
  • DKIM to podpis cyfrowy dokładany do każdej wiadomości. Odbiorca sprawdza go kluczem opublikowanym w Twojej domenie i wie, że treść nie została po drodze podmieniona. Jak pieczęć na kopercie.
  • DMARC to instrukcja, co zrobić, gdy któryś z powyższych nie zgadza się z nadawcą: przepuścić i tylko zaraportować, wrzucić do spamu albo odrzucić. Bez DMARC dwa poprzednie mechanizmy są tylko sugestią.

To nie jest opcjonalne dobre praktyki. Od 2024 roku Google i Yahoo wymagają uwierzytelnienia od nadawców masowych, a od 5 maja 2025 dołączył Microsoft, wymagając poprawnego SPF, DKIM i opublikowanego rekordu DMARC dla nadawców wysyłających ponad 5000 wiadomości dziennie na adresy outlook.com, hotmail.com i live.com. Wiadomości niespełniające wymagań nie trafiają do folderu ze spamem - są odrzucane, z błędem 550 5.7.15.

Formalnie próg dotyczy dużych nadawców i mała firma raczej go nie osiągnie. Praktycznie jednak filtry stosują te same sygnały do wszystkich, więc newsletter z domeny bez uwierzytelnienia ma wyraźnie gorszą dostarczalność. To zwykle jest odpowiedź na pytanie "dlaczego moje maile lądują w spamie".

Co trzeba zrobić w praktyce, krok po kroku:

  • W narzędziu do rozsyłki znajdź sekcję weryfikacji domeny - pokaże Ci gotowe wpisy do skopiowania
  • Dodaj je w panelu DNS u swojego rejestratora domeny albo poproś o to osobę, która opiekuje się Twoją stroną
  • Zacznij od DMARC w trybie łagodnym, czyli z polityką "none", i dopiero po kilku tygodniach zaostrz
  • Wysyłaj z subdomeny, na przykład wiadomosci.twojafirma.pl, żeby ewentualne problemy z rozsyłką nie psuły reputacji Twojej głównej poczty
  • Sprawdź efekt darmowym testem dostarczalności - jest ich w sieci kilka, wysyłasz próbnego maila i dostajesz raport

Czas: około godziny dla kogoś, kto robi to pierwszy raz. Koszt: zero. Efekt: zwykle kilkanaście do kilkudziesięciu procent więcej dostarczonych wiadomości.

Metryki - jakie wartości są normalne

Trzy liczby wystarczą w zupełności, przynajmniej przez pierwszy rok.

Otwarcia. Średnia dla wszystkich branż to około 19-20 procent, powyżej 20 procent jest dobrze, powyżej 25 bardzo dobrze. Zastrzeżenie: od czasu wprowadzenia ochrony prywatności w poczcie Apple część otwarć jest zliczana automatycznie, więc raportowane wartości bywają zawyżone i potrafią sięgać 40 procent. Dlatego otwarcia traktuj jako wskaźnik kierunkowy, a nie jako prawdę - patrz na trend, nie na wartość bezwzględną.

Kliknięcia. Tu liczba jest uczciwa, bo kliknięcie musi wykonać człowiek. Średnia w okolicach 2,4 procent, powyżej 2,5 procent to dobry wynik, powyżej 3,5 procent bardzo dobry. Przy małej, dobrze zbudowanej bazie lokalnej firmy spotykamy 5-8 procent i to jest zupełnie realne, bo ci ludzie Cię znają.

Wypisania. Średnio poniżej 0,5 procent jest zdrowo, 0,5-1 procent to norma. Powyżej 1 procenta na wysyłkę to sygnał, że coś jest nie tak: wysyłasz za często, treść nie odpowiada obietnicy z zapisu albo baza zbierana jest w sposób, który ludzi zaskakuje. Nie bój się wypisań jako takich - to naturalne czyszczenie listy i lepiej, żeby ktoś się wypisał, niż zgłosił Cię jako spam.

Czwarta liczba, na którą warto patrzeć raz na kwartał: zgłoszenia spamu. Powinny być bliskie zeru. Powyżej 0,3 procenta zaczynasz mieć realny problem z reputacją i pierwsze, co należy sprawdzić, to czy link do wypisania jest widoczny.

I najważniejsze: żadna z tych liczb nie jest celem. Celem są zapytania, rezerwacje i zamówienia. Raz na kwartał sprawdź w statystykach strony, ile wejść przyszło z newslettera i co te osoby zrobiły. To jedyna metryka, która płaci rachunki.

Typowe błędy, które widzimy najczęściej

  • Start od zakupionej bazy. Nielegalne, kosztowne w skutkach i zabójcze dla reputacji domeny. Trzysta osób, które same się zapisały, jest warte więcej niż dziesięć tysięcy adresów z pliku.
  • Wysyłanie pierwszego maila po pół roku ciszy. Ludzie nie pamiętają, że się zapisali, i klikają "spam". Wiadomość powitalna musi wyjść natychmiast.
  • Mail zbudowany z jednego wielkiego obrazka. Połowa programów pocztowych nie wczytuje grafik domyślnie, więc odbiorca widzi pustą ramkę. Do tego filtry antyspamowe nie lubią wiadomości bez tekstu.
  • Brak wersji na telefon. Większość maili otwiera się na komórce. Jedna kolumna, duża czcionka, przycisk na całą szerokość.
  • Temat obiecujący co innego niż treść. Podniesie otwarcia raz, obniży zaufanie na stałe.
  • Wysyłka z adresu noreply. Blokuje odpowiedzi, które są najlepszym sygnałem jakości dla filtrów i najlepszym źródłem tematów.
  • Brak czyszczenia bazy. Raz na rok usuń adresy, które nie otworzyły nic przez dwanaście miesięcy. Mniejsza, aktywna baza dostarcza się lepiej niż duża i martwa.
  • Zapisywanie ludzi bez pytania po zakupie. Klient kupił, więc "chyba chce" - nie chce. To osobna zgoda.

Plan na pierwszy tydzień

Jeśli chcesz zacząć, oto kolejność, która działa i nie wymaga niczyjej pomocy poza jedną godziną przy DNS.

  • Dzień 1. Wypisz dziesięć tematów maili na najbliższe pół roku. Jeśli się udało, idź dalej.
  • Dzień 2. Załóż konto w jednym narzędziu na planie darmowym, ustaw podwójne potwierdzenie i archiwizację zgód.
  • Dzień 3. Skonfiguruj SPF, DKIM i DMARC dla domeny. Przetestuj dostarczalność.
  • Dzień 4. Przygotuj lead magnet. Cztery strony w PDF wystarczą.
  • Dzień 5. Wstaw formularz na stronę: pod artykuły, w sekcję na stronie głównej i na osobną stronę zapisu. Sprawdź treść zgody i politykę prywatności.
  • Dzień 6. Napisz wiadomość powitalną i ustaw ją automatycznie.
  • Dzień 7. Powiedz o rozsyłce wszędzie, gdzie masz ludzi: w mediach społecznościowych, w stopce maila, na wizytówce Google, przy kasie.

Potem jedno: wysyłaj co miesiąc przez rok. Nudne, ale to jest cała tajemnica. Paweł, ten stolarz spod Wrocławia, ma dziś 640 adresów zebranych w czternaście miesięcy i wysyła jedną wiadomość miesięcznie z jedną realizacją. Z każdej wysyłki dostaje trzy do sześciu zapytań o wycenę. Zasięgi na Instagramie nadal mu skaczą i nadal go to nie obchodzi.

Chcesz mieć na stronie formularz zapisu, który faktycznie zbiera adresy?

Napisz do nas - podłączymy formularz do narzędzia, ustawimy zgody zgodnie z RODO i skonfigurujemy domenę pod wysyłkę. Strona wizytówka od 545 zł, gotowa w 7 dni, płatność 20/80 i roczna gwarancja.

Napisz do nas