Marta prowadzi pizzerię w Rzeszowie. Przyszła do nas z prostym pytaniem: dlaczego lokal jest pełny w piątek, a od wtorku do czwartku świeci pustkami, skoro "strona przecież jest". Otworzyłem tę stronę na telefonie przy niej. Ładowała się 9 sekund. Menu było w PDF-ie, który po otwarciu wyglądał jak znaczek na ekranie i trzeba było go rozsuwać palcami. Godziny otwarcia były z 2021 roku. Numeru telefonu nie dało się kliknąć. Marta zobaczyła to pierwszy raz w życiu, bo swoją stronę oglądała wyłącznie na laptopie. To nie jest wyjątek - to jest norma w polskiej gastronomii.

Pierwsze 10 sekund - czego gość naprawdę szuka

Gość restauracji nie czyta Twojej strony. On ją skanuje, zwykle na telefonie, często idąc ulicą albo siedząc w aucie. Ma jedno z czterech pytań: co macie w karcie, czy jesteście teraz otwarci, gdzie dokładnie jesteście i jak zadzwonić. To wszystko. Jeżeli odpowiedź na którekolwiek z tych pytań wymaga więcej niż jednego kliknięcia, gość idzie do konkurencji, która jest 300 metrów dalej.

Praktycznie oznacza to konkretny układ pierwszego ekranu. Nazwa lokalu i rodzaj kuchni w jednym zdaniu. Pod tym dwa duże przyciski: "Zobacz menu" i "Zarezerwuj stolik" albo "Zamów". Obok tego widoczny status: otwarte lub zamknięte, plus godziny na dziś. Klikalny numer telefonu. Adres z odnośnikiem do map. I jedno naprawdę dobre zdjęcie - wnętrza albo dania, w zależności od tego, co sprzedajesz.

Test, który możesz zrobić dziś: daj telefon komuś, kto nie zna Twojego lokalu, i poproś, żeby w ciągu 15 sekund znalazł godziny otwarcia w niedzielę i cenę najdroższego dania głównego. Jeżeli mu się nie uda, wiesz już, co poprawić.

Menu w PDF to błąd - i to kosztowny

PDF jest wygodny dla Ciebie, bo drukarnia i tak przygotowała plik. Dla gościa i dla Google jest katastrofą, i mam na to cztery konkretne powody.

Po pierwsze, na telefonie PDF otwiera się w osobnej przeglądarce plików, w skali całej strony A4. Gość musi rozsuwać palcami i przewijać w dwóch osiach, żeby przeczytać ceny. Znaczna część ludzi rezygnuje na tym etapie. Po drugie, PDF waży zwykle 2-8 MB, czyli dziesięciokrotnie więcej niż cała lekka strona - a pobiera się z transferu komórkowego. Po trzecie, Google indeksuje treść PDF-ów bardzo słabo, więc fraza "pierogi ruskie Rzeszów" nigdy nie doprowadzi do Twojej karty. Po czwarte, zmiana jednej ceny wymaga edycji w programie graficznym i ponownego wgrania pliku, więc w praktyce nikt tego nie robi i menu jest nieaktualne.

Zamiast tego menu ma być zwykłą podstroną HTML. Kategorie jako sekcje z odnośnikami na górze, pozycje jako lista z nazwą, krótkim opisem składu, ceną i oznaczeniami. Taka strona waży kilkadziesiąt kilobajtów, otwiera się natychmiast, można ją przeszukać funkcją wyszukiwania w przeglądarce, a Google widzi każdą nazwę dania jako tekst. Dodatkowo daje się ją opisać danymi strukturalnymi typu Menu, dzięki czemu pozycje mogą pojawiać się bezpośrednio w wynikach wyszukiwania.

Jeżeli koniecznie chcesz mieć PDF do druku, zostaw go jako dodatkowy odnośnik "pobierz kartę w PDF" pod menu tekstowym. Ale nigdy jako jedyną wersję.

Zdjęcia jedzenia i wnętrza - co działa, a co odstrasza

Zdjęcia są w gastronomii ważniejsze niż tekst, ale nie każde zdjęcie pomaga. Zdjęcia stockowe szkodzą bardziej, niż pomagają, bo gość rozpoznaje je podświadomie - idealny burger na białym tle wygląda jak reklama sieciówki, a nie jak Twoja kuchnia. Widziałem lokal, który używał zdjęcia z banku obrazów tak popularnego, że ta sama sałatka figurowała na stronach czterech innych restauracji w tym samym mieście.

Co działa: dania sfotografowane w Twoim lokalu, na Twojej zastawie, przy świetle dziennym od okna. Kadr z góry dla talerzy płaskich, kadr pod kątem około 45 stopni dla burgerów, misek i wszystkiego, co ma wysokość. Zdjęcia wnętrza z ludźmi przy stolikach - pusta sala wygląda jak lokal, do którego nikt nie chodzi. Zdjęcie zespołu i kucharza, bo gastronomia sprzedaje ludzi. Jedno zdjęcie wejścia od ulicy, żeby gość rozpoznał drzwi, kiedy będzie ich szukał.

Ile zdjęć wystarczy: 8-12 dobrych zdjęć dań, 4-6 wnętrza, 2-3 zespołu. Więcej nie poprawia wyniku, a spowalnia stronę. Format: WebP, szerokość maksymalnie 1600 pikseli na duże kadry, każde zdjęcie do 200 KB po kompresji. Nie wrzucaj plików prosto z aparatu - zdjęcie z telefonu waży 4-6 MB i samo w sobie potrafi zabić szybkość strony.

Praktyczna wskazówka do sesji: rób ją w jeden poranek, przed otwarciem, przy oknie, bez lampy błyskowej. Kilkadziesiąt kadrów telefonem z ostatnich lat wystarczy, jeśli światło jest dobre. Sesja u fotografa gastronomicznego to w Polsce zwykle 1200-3000 zł i ma sens, gdy planujesz też reklamy.

Rezerwacja stolika online - warianty i integracje

Rezerwacja telefoniczna nadal działa, ale traci gości w dwóch sytuacjach: kiedy ktoś planuje kolację o 23:00 w poniedziałek i kiedy dzwoni w środku serwisu, a nikt nie odbiera. Dlatego rezerwacja online to nie fanaberia, tylko odzyskiwanie tych gości.

Masz trzy poziomy rozwiązania. Najprostszy: formularz na stronie z polami data, godzina, liczba osób, telefon. Zgłoszenie leci mailem i SMS-em do lokalu, potwierdzenie robi obsługa. Koszt: zero poza wykonaniem, sprawdza się przy kilkunastu rezerwacjach dziennie. Wada: brak automatycznej kontroli dostępności stolików, więc ktoś musi to pilnować.

Poziom drugi: gotowy system rezerwacji podpięty do strony. W Polsce działają między innymi MojStolik, zarezerwuj.pl, RezerwujeStolik.pl, UpMenu i Restaumatic, a z zagranicznych OpenTable i TheFork. Systemy zintegrowane z planem sali same blokują zajęte stoliki, wysyłają przypomnienia SMS i ograniczają liczbę osób, które nie przychodzą. Koszty bywają bardzo różne - na przykład Restaumatic to orientacyjnie około 300 zł miesięcznie plus prowizja 5-8% od zamówień online, a własny system rezerwacji zamawiany na wyłączność zaczyna się od kilku tysięcy złotych jednorazowo.

Poziom trzeci: marketplace rezerwacyjny jako dodatkowy kanał. Platformy pokazują Twój lokal turystom i osobom, które Cię nie znają, ale pobierają prowizję od rezerwacji. Rozsądna strategia to własny kanał jako podstawa i marketplace jako uzupełnienie - celem jest, żeby zdecydowana większość rezerwacji szła bez prowizji, a platforma dowoziła tylko nowych, nieznających Cię gości.

Niezależnie od wybranego wariantu zrób jedną rzecz: dodaj odnośnik do rezerwacji także w wizytówce Google, w sekcji linków do rezerwacji. Wtedy gość rezerwuje prosto z wyników wyszukiwania, nie wchodząc nawet na stronę.

Dostawa i wynos - własna strona kontra agregatory

To jest miejsce, w którym strona restauracji zarabia lub przepala najwięcej pieniędzy. Agregatory są wygodne i dają zasięg, ale ich prowizje zjadają marżę gastronomii, która i tak jest wąska.

Orientacyjne stawki na polskim rynku, stan na 2026 rok. Pyszne.pl, czyli Just Eat, pobiera zwykle 20-30% wartości zamówienia, przy czym w modelu z dostawą własną restauracji stawka spada do okolic 13%, a przy korzystaniu z floty kurierskiej platformy sięga do 30%. Glovo to szacunkowo 25-35%, zależnie od umowy, miasta i zakresu usług. Uber Eats potrafi sięgać około jednej trzeciej wartości zamówienia. Średnia rynkowa w 2026 roku podawana przez branżę to około 25%.

KanałProwizja orientacyjnieKto dowoziCzyj jest klient
Pyszne.pl - dostawa własnaok. 13%Typlatformy
Pyszne.pl - flota platformydo 30%platformaplatformy
Glovook. 25-35%platformaplatformy
Uber Eatsdo ok. 33%platformaplatformy
Własna strona0% + ok. 1-2% za płatnośćTy lub kurier na zlecenieTwój

Policzmy to na liczbach. Przy zamówieniu za 100 zł i prowizji 28% w kasie zostaje 72 zł. Przy koszcie surowca na poziomie 30% wartości karty, czyli 30 zł, plus pracy kuchni i opakowania, marża praktycznie znika. Przy zamówieniu przez własną stronę zostaje około 98 zł, bo płacisz tylko za obsługę płatności. Różnica 26 zł na zamówieniu przy 20 zamówieniach dziennie to około 15 600 zł w skwartale. Za te pieniądze można mieć własny system zamówień, kuriera na etat i jeszcze zostanie na reklamę.

Nie namawiam do zerwania z agregatorami - one dowożą nowych klientów, których inaczej byś nie zdobył. Namawiam do traktowania ich jako kanału pozyskania, a nie jedynego kanału sprzedaży. Sposób na przeniesienie stałych gości na własny kanał jest prosty i sprawdzony: ulotka w każdym opakowaniu z kodem rabatowym działającym wyłącznie na Twojej stronie, magnes na lodówkę z adresem, oraz cena o kilka złotych niższa u siebie niż na platformie, jeśli umowa na to pozwala.

Krzysztof prowadzi bistro w Gdyni i zrobił dokładnie to. Po ośmiu miesiącach około 40% zamówień na wynos szło przez jego własną stronę. Nie zamknął konta na platformach, ale przestał być od nich zależny - i przestał tracić 30 groszy z każdej złotówki.

Wizytówka Google i mapy - co wypełnić obowiązkowo

Dla restauracji wizytówka w Profilu Firmy Google jest często ważniejsza niż sama strona, bo to ona wyświetla się w mapach, w wynikach lokalnych i w wyszukiwaniu głosowym. Firmy z kompletnym i aktywnie prowadzonym profilem notują znacznie więcej wyświetleń i kliknięć w stronę niż te wypełnione połowicznie - w danych branżowych mowa o około 67% więcej wyświetleń profilu i 43% więcej kliknięć.

Lista rzeczy do uzupełnienia, po kolei. Kategoria główna dokładnie odpowiadająca profilowi, na przykład "Pizzeria" zamiast ogólnej "Restauracja", plus kategorie dodatkowe. Godziny otwarcia wraz z godzinami specjalnymi na święta - to jeden z najczęstszych powodów złych opinii. Menu wgrane bezpośrednio do profilu, w sekcji menu. Odnośnik do rezerwacji w sekcji linków rezerwacyjnych. Odnośnik do zamówień online, najlepiej do Twojej strony, a nie do agregatora. Atrybuty: dostawa, na wynos, na miejscu, opcje wegetariańskie i wegańskie, udogodnienia dla rodzin, dostępność dla osób z niepełnosprawnościami, ogródek.

Ważne zastrzeżenie: zaznaczaj tylko te atrybuty, które są prawdziwe i stałe. Jeżeli opinia gościa zaprzeczy atrybutowi, Google potrafi usunąć go automatycznie. Do tego dochodzą zdjęcia - wgrywaj nowe co najmniej raz na dwa tygodnie, bo świeżość profilu ma znaczenie, a zdjęcia dodawane przez gości i tak będą się pojawiać.

Osobno: wpisy w profilu. Sekcja postów pozwala publikować krótkie ogłoszenia - lunch dnia, wydarzenie, nowa karta sezonowa. To najprostszy sygnał aktywności, jaki możesz dać Google, i zajmuje pięć minut tygodniowo.

Opinie i jak z nimi realnie pracować

W gastronomii ocena poniżej 4,0 gwiazdki odcina Cię od dużej części ruchu, bo ludzie filtrują wyniki. Ale ważniejsza od średniej jest liczba i świeżość opinii. Lokal z oceną 4,4 i 380 opiniami, z których dziesięć jest z ostatniego miesiąca, wygrywa z lokalem mającym 4,9 i 22 opinie sprzed dwóch lat.

Jak zbierać opinie bez nachalności: kod QR na rachunku albo na stoliku prowadzący prosto do formularza opinii Google, jedno zdanie od kelnera przy pożegnaniu, wiadomość SMS po rezerwacji z podziękowaniem i odnośnikiem. Nie kupuj opinii - Google je wycina, a w Polsce to również ryzyko postępowania z tytułu nieuczciwych praktyk rynkowych.

Odpowiadanie na negatywne opinie jest osobną umiejętnością. Trzy zasady: odpowiedz w ciągu 48 godzin, nie kłóć się o fakty publicznie i zaproponuj kontakt bezpośredni. Twoja odpowiedź nie jest dla autora opinii - jest dla stu osób, które przeczytają ją później i ocenią, jak reagujesz na problem. Zdanie "przykro nam, że makaron był przesolony, przekazaliśmy to kuchni, zapraszamy i poprawimy" robi lepszą robotę niż wywód o tym, że gość się myli.

Najlepsze opinie warto wyciągnąć na stronę - trzy do pięciu cytatów z imieniem i oceną, blisko przycisku rezerwacji. To działa najsilniej dokładnie w tym miejscu, w którym gość waha się przed kliknięciem.

SEO lokalne dla gastronomii

Restauracja nie konkuruje z całą Polską, tylko z lokalami w promieniu kilku kilometrów. To ogromna przewaga, bo wypozycjonowanie się na frazę typu "pizza na dowóz Rzeszów Baranówka" jest wielokrotnie łatwiejsze niż na cokolwiek ogólnokrajowego.

Trzy grupy fraz, które mają sens. Pierwsza to kuchnia plus miasto lub dzielnica: "kuchnia gruzińska Gdynia", "ramen Kraków Kazimierz". Druga to okazja plus miasto: "restauracja na komunię Rzeszów", "lokal na urodziny 20 osób Gdynia", "śniadania Wrocław Nadodrze". To frazy o ogromnej wartości, bo szuka ich osoba gotowa wydać kilka tysięcy złotych na imprezę. Trzecia to konkretne danie plus miasto - właśnie dlatego menu musi być tekstem, a nie PDF-em.

Techniczne minimum: dane strukturalne typu Restaurant z adresem, godzinami, zakresem cen i kuchnią; identyczne dane teleadresowe na stronie, w wizytówce i w katalogach; osobna podstrona dla każdej lokalizacji, jeśli masz więcej niż jeden lokal; mapa Google osadzona na stronie kontaktu wraz z opisem dojazdu i informacją o parkingu. Do tego kilka tekstów, które odpowiadają na realne pytania gości: gdzie zaparkować, czy jest miejsce dla wózka, czy da się zarezerwować całą salę, co macie bezglutenowego.

Menu sezonowe, lunch i wydarzenia

Strona restauracji, która nie zmienia się przez rok, wygląda na zamkniętą. Menu sezonowe i wydarzenia to najtańszy sposób, żeby dać jednocześnie sygnał gościom i Google, że lokal żyje.

Rzeczy warte osobnego miejsca na stronie: lunch dnia lub tygodnia z konkretnymi cenami, karta sezonowa (szparagi wiosną, dynia jesienią, wigilijne dania w grudniu), oferta na imprezy okolicznościowe wraz z ceną od osoby i pojemnością sali, karta świąteczna i sylwestrowa, wydarzenia typu koncert czy degustacja. Każda z tych rzeczy powinna być podstroną, a nie tylko wpisem na Facebooku, bo wpisy z portalu społecznościowego nie budują pozycji w wyszukiwarce.

Jedna rzecz, która ratuje kilka procent ruchu: jeśli usuwasz stronę wydarzenia po jego zakończeniu, przekieruj adres na aktualną stronę wydarzeń. Inaczej gość, który znalazł Twój koncert w Google, trafia na błąd 404 i wychodzi.

Alergeny i informacja o składzie - to jest obowiązek

Wielu restauratorów nie wie, że informacja o alergenach nie jest dobrą praktyką, tylko obowiązkiem prawnym. Podstawą jest unijne rozporządzenie nr 1169/2011, które w Polsce obowiązuje od 13 grudnia 2014 roku. Obejmuje 14 grup alergenów wymienionych w załączniku II do rozporządzenia.

Kluczowy szczegół, na którym lokale wpadają najczęściej: informacja musi być dostępna dla gościa przed złożeniem zamówienia, w formie pisemnej lub elektronicznej. Przekazanie informacji wyłącznie ustnie, w stylu "proszę zapytać kelnera", nie spełnia wymogu. Obowiązek dotyczy każdego lokalu serwującego jedzenie - restauracji, baru, kawiarni, food trucka, piekarni i stołówki, niezależnie od wielkości i od tego, czy dania powstają na miejscu. Przy kontroli sanepidu brak takiej informacji kończy się w najlepszym razie pouczeniem, a w gorszym mandatem - w praktyce od około 500 zł wzwyż.

Jak to zrobić po ludzku na stronie. Przy każdej pozycji menu daj oznaczenia numeryczne lub literowe odsyłające do legendy na dole strony. Legendę umieść w tekście, nie w obrazku - inaczej czytnik ekranu jej nie odczyta, a gość na telefonie musi ją powiększać. Dodaj krótkie zdanie o możliwości kontaktu z alergenami w kuchni, jeśli tak jest naprawdę. Warto też przy okazji oznaczyć dania wegetariańskie, wegańskie, bezglutenowe i ostre - to nie obowiązek, ale realnie zwiększa liczbę zamówień, bo ludzie z dietami filtrują lokale w pierwszej kolejności.

Szybkość mobilna - dlaczego w gastronomii jest krytyczna

W gastronomii ruch mobilny to zwykle 75-90% wszystkich wejść, a duża część z nich odbywa się w ruchu, na transmisji komórkowej, często w słabym zasięgu. To najgorsze warunki, jakie strona może dostać, a jednocześnie moment największej gotowości do zakupu - gość jest głodny i decyduje w tej chwili.

Co spowalnia strony restauracyjne najbardziej, w kolejności częstotliwości: nieskompresowane zdjęcia dań wprost z aparatu, wielkie wideo w tle nagłówka, osadzony kanał z Instagrama, mapa Google ładowana od razu na każdej podstronie, kilka różnych fontów oraz gotowe motywy z galeriami i suwakami, których i tak nie używasz.

Cele, które stawiamy w naszych projektach: czas do pierwszej sensownej treści poniżej 2 sekund na łączu komórkowym, wynik PageSpeed dla urządzeń mobilnych powyżej 85, waga strony głównej poniżej 600 KB. Menu, jako najczęściej otwierana podstrona, powinno być najlżejsze ze wszystkich. Mapę ładuj dopiero po kliknięciu w miniaturę, a kanał społecznościowy zastąp trzema zwykłymi zdjęciami - różnica bywa rzędu 1-2 MB.

Typowe błędy stron restauracyjnych

Lista z audytów, które robimy dla lokali gastronomicznych. Jeżeli rozpoznasz u siebie trzy lub więcej, strona kosztuje Cię gości.

  • Menu wyłącznie w PDF albo, jeszcze gorzej, jako zdjęcie kartki.
  • Numer telefonu jako zwykły tekst, którego nie da się kliknąć na telefonie.
  • Nieaktualne godziny otwarcia i brak godzin świątecznych.
  • Muzyka lub wideo włączające się automatycznie po wejściu.
  • Zdjęcia stockowe zamiast własnych dań.
  • Brak adresu w formie tekstowej - tylko obrazek mapy.
  • Rezerwacja wyłącznie przez formularz kontaktowy bez potwierdzenia i bez informacji, kiedy odpowiecie.
  • Odnośnik do zamówień prowadzący wyłącznie do agregatora, choć własna sprzedaż jest możliwa.
  • Brak informacji o alergenach.
  • Strona główna z długim tekstem o "pasji i tradycji", a menu ukryte w stopce.
  • Brak informacji o parkingu, dostępie dla wózków i o tym, czy można przyjść z psem.
  • Ceny podane tylko w PDF-ie sprzed dwóch podwyżek.

Od czego zacząć, jeśli masz ograniczony budżet

Kolejność, którą polecam każdemu lokalowi. Krok pierwszy, za zero złotych: uzupełnij i uporządkuj wizytówkę Google - godziny, menu, atrybuty, zdjęcia, odnośnik do rezerwacji. To da efekt w ciągu dwóch tygodni. Krok drugi: przenieś menu z PDF-a na zwykłą podstronę tekstową z alergenami. Krok trzeci: klikalny telefon, adres tekstowy i przycisk rezerwacji na pierwszym ekranie. Krok czwarty: sesja zdjęciowa własnych dań, choćby telefonem przy oknie. Krok piąty: własny kanał zamówień na wynos, żeby odzyskać marżę oddawaną agregatorom.

U nas taka strona dla lokalu gastronomicznego to zwykle wizytówka od 545 zł, gotowa w 7 dni, z płatnością 20/80 i roczną gwarancją na błędy techniczne. Marta z Rzeszowa zrobiła kroki od pierwszego do czwartego w dwa tygodnie. Po miesiącu miała 30 rezerwacji online, a wtorki i środy przestały być martwe - nie dlatego, że pizza się zmieniła, tylko dlatego, że ludzie w końcu widzieli, co i za ile mogą zjeść.

Zrobimy stronę dla Twojej restauracji w 7 dni

Menu bez PDF, rezerwacja online, alergeny, wizytówka Google i szybkość, która wytrzyma telefon w ruchu. Od 545 zł, płatność 20/80, roczna gwarancja.

Zobacz stronę wizytówkę