W lutym napisała do mnie Aneta - fizjoterapeutka z Rzeszowa, która przez trzy lata pracowała na kontrakcie w dużej przychodni i właśnie otwierała własny gabinet. "Mam podpisaną umowę najmu, kupiony stół i zero pacjentów. Wszyscy mówią, że muszę mieć stronę, ale nikt nie mówi, co ma na niej być." To było najuczciwsze pytanie, jakie usłyszałem tamtego miesiąca. Bo strona gabinetu - lekarskiego, kosmetycznego czy fizjoterapeutycznego - rządzi się zupełnie innymi prawami niż strona hydraulika. Pacjent szuka inaczej, boi się innych rzeczy, a Ty jesteś dodatkowo związany przepisami, o których większość agencji nigdy nie słyszała. Ten artykuł to wszystko, co powiedziałem Anecie przez telefon, tylko poukładane po kolei.

Czego pacjent szuka w pierwszych dwudziestu sekundach

Wbrew temu, co sugerują szablony stron medycznych, nikt nie wchodzi na stronę gabinetu, żeby przeczytać zdanie "Nasza misja to zdrowie i uśmiech naszych Pacjentów". Człowiek, który trafia na Twoją stronę, ma konkretny problem i konkretny zestaw pytań. Prawie zawsze te same pięć, prawie zawsze w tej kolejności:

  • Czy robicie to, czego potrzebuję? Ból kolana po biegu, wypełnienie ubytku, laserowe usuwanie przebarwień. Nazwa usługi musi być taka, jakiej używa pacjent, a nie taka, jakiej używa się w podręczniku.
  • Ile to kosztuje? Najczęściej zadawane pytanie w rozmowie telefonicznej i najczęściej pomijana informacja na stronie.
  • Jak się umówić i na kiedy? Numer telefonu, przycisk rezerwacji, najbliższy wolny termin.
  • Gdzie to jest i czy zaparkuję? Adres, mapa, piętro, winda, parking. W gabinecie fizjoterapii pytanie o schody bywa ważniejsze niż cena.
  • Kto mnie przyjmie? Imię, nazwisko, twarz, doświadczenie. Pacjent nie kupuje "usługi", tylko konkretnego człowieka, któremu za chwilę pozwoli się dotknąć.

Jeśli te pięć odpowiedzi jest na stronie głównej, w zasięgu jednego przewinięcia ekranu, wygrałeś połowę bitwy. Aneta miała je rozrzucone po czterech podstronach i zakładce "O nas". Po przebudowie liczba telefonów w pierwszym miesiącu wzrosła z siedmiu do dwudziestu trzech - i mówimy o tej samej reklamie, tym samym budżecie i tym samym mieście.

Cennik na stronie: dlaczego podnosi, a nie obniża liczbę zapytań

To jest rozmowa, którą odbywam z każdym właścicielem gabinetu. Argument brzmi zawsze tak samo: "Jak podam ceny, to konkurencja mnie podetnie, a pacjent ucieknie do tańszego". Rozumiem ten strach. Tylko liczby mówią coś innego.

Po pierwsze, konkurencja i tak zna Twoje ceny. Wystarczy jeden telefon z pytaniem "ile kosztuje u państwa pierwsza wizyta?". Ukrywanie cennika chroni Cię wyłącznie przed pacjentami, a nie przed konkurencją.

Po drugie, brak ceny nie usuwa pytania o cenę - przenosi je do rozmowy telefonicznej. A to znaczy, że Twoja rejestratorka (albo Ty, między pacjentami) odbiera dziesiątki telefonów, z których większość kończy się na "dziękuję, zastanowię się". To nie są zapytania. To jest darmowa infolinia cenowa, którą prowadzisz dla całego miasta.

Po trzecie - i to jest sedno - cena filtruje. Gabinet, który podaje 250 zł za wizytę fizjoterapeutyczną, odsiewa ludzi szukających 90 zł, zanim ktokolwiek podniesie słuchawkę. Zostają ci, którzy tę cenę akceptują. Odsetek zapytań może spaść, ale odsetek zapytań, które kończą się wizytą, rośnie - i to on płaci rachunki. U Anety na dwadzieścia trzy telefony przypadło siedemnaście umówionych wizyt. Wcześniej z siedmiu telefonów umawiały się dwie osoby.

Po czwarte, cena to sygnał zaufania. Pacjent, który widzi konkretne kwoty, zakłada, że nie będzie żadnych niespodzianek przy ladzie. Pacjent, który widzi "ceny ustalane indywidualnie", zakłada, że cena zależy od tego, jak zamożnie wygląda.

Jak pokazać ceny, żeby nie zabić sobie marży

Publikowanie cennika nie oznacza wywieszenia sztywnej tabeli, która zwiąże Ci ręce. W praktyce sprawdzają się cztery formy:

Widełki."Terapia manualna: 180-260 zł, w zależności od czasu trwania i obszaru." Pacjent zna rząd wielkości, Ty zachowujesz elastyczność. To najbezpieczniejszy wariant dla usług, których zakres realnie się różni.

Cena "od" z wyjaśnieniem.Samo "od 150 zł" irytuje, bo brzmi jak haczyk. "Od 150 zł - cena dotyczy wizyty kontrolnej trwającej 30 minut; pierwsza wizyta z diagnostyką to 240 zł" już nie irytuje, bo tłumaczy, od czego zależy różnica.

Pakiety.Dziesięć zabiegów w cenie ośmiu, karnet kwartalny, pakiet "kręgosłup". Pakiet przesuwa rozmowę z "czy stać mnie na jedną wizytę" na "jaki plan leczenia wybieram". Przy okazji podnosi wartość jednego pacjenta.

Osobna podstrona "Cennik".To jedna z najczęściej odwiedzanych podstron w każdym projekcie gabinetowym, jaki robiliśmy - regularnie druga po stronie głównej. Warto, żeby miała własny adres, bo ludzie wpisują w Google "cennik" razem z nazwą gabinetu.

Jedna rzecz, o której się zapomina: napisz datę aktualizacji cennika i pilnuj jej. Nic nie psuje zaufania szybciej niż pacjent, który przyszedł na podstawie ceny sprzed dwóch lat.

Rejestracja online: platforma czy własna forma?

Tu zaczyna się najdroższa decyzja w całym projekcie. Masz do wyboru trzy drogi: dołączyć do dużej platformy rezerwacyjnej, wpiąć kalendarz we własną stronę albo zostać przy formularzu i telefonie. Każda ma inny rachunek.

Platformy typu Booksy, Moment czy ZnanyLekarz dają Ci trzy rzeczy naraz: kalendarz, przypomnienia SMS i - to najważniejsze - własny strumień ruchu. Ludzie przeglądają te aplikacje, nie znając jeszcze Twojej nazwy. To realna wartość, szczególnie w pierwszych miesiącach. Płacisz za nią dwa razy: abonamentem i prowizją od pozyskanego pacjenta.

RozwiązanieKoszt stałyKoszt za pacjentaCzyj jest pacjent
Booksy145 zł netto/mies + 35 zł za pracownikaBoost: 45% netto pierwszej wizytyPlatformy
Moment (Versum)od ok. 139 zł netto/mies za stanowiskoprowizja z marketplacePlatformy
ZnanyLekarz399-699 zł netto/miesok. 22-32 zł netto za nowego pacjentaPlatformy
Kalendarz wpięty w Twoją stronę0-80 zł/mies0 złTwój
Formularz + telefon0 zł (w cenie strony)0 złTwój

Ceny sprawdziłem w sierpniu 2026 i one się zmieniają - potraktuj tabelę jako punkt odniesienia, nie jako ofertę. Ale proporcje są stabilne od lat i to one są tu ważne.

Rachunek na liczbach - kiedy platforma się opłaca

Weźmy gabinet kosmetyczny z dwiema pracownicami. Booksy: 145 zł + 2 x 35 zł = 215 zł netto miesięcznie. Do tego dwadzieścia nowych pacjentek z Boosta, średnia pierwsza wizyta 200 zł, prowizja 45% netto - to około 1800 zł. Razem ponad 2000 zł miesięcznie, czyli mniej więcej 24 000 zł rocznie.

Ta sama dwudziestka pozyskana z własnej strony i wizytówki Google kosztuje Cię koszt strony (wizytówka od 545 zł jednorazowo) plus czas na prowadzenie profilu w Google. Różnica po roku to kilkanaście tysięcy złotych. Tylko uwaga - to porównanie jest uczciwe dopiero wtedy, gdy Twoja strona faktycznie pozyskuje tych dwudziestu pacjentów. W pierwszym kwartale zwykle nie pozyskuje.

Dlatego moja rekomendacja dla większości gabinetów brzmi: na starcie oba kanały, po roku decyzja na podstawie danych. Platforma pracuje jak płatna reklama - daje ruch od pierwszego dnia. Strona i wizytówka Google pracują jak lokata - rozkręcają się miesiącami, ale potem nie biorą prowizji. Kluczowe jest jedno: nawet gdy korzystasz z Booksy, na własnej stronie miej własny kanał kontaktu. Bo dopóki jedyną drogą do Ciebie jest cudza aplikacja, to nie Ty jesteś właścicielem relacji z pacjentem.

Strony specjalistów - co naprawdę warto tam napisać

Profil specjalisty to podstrona, którą wszyscy robią źle. Standard wygląda tak: zdjęcie w białym fartuchu, trzy zdania w trzeciej osobie, lista czterech kursów po angielsku i skrót "mgr fizjoterapii". Pacjent czyta to i nie dowiaduje się niczego, co pomogłoby mu podjąć decyzję.

Dobry profil odpowiada na cztery pytania: czym konkretnie się zajmujesz (nie "fizjoterapia", tylko "kręgosłup szyjny, bóle głowy pochodzenia szyjnego, powrót do biegania po kontuzji"), jak długo (rok rozpoczęcia praktyki, liczba lat, przybliżona liczba pacjentów), jak wygląda wizyta u Ciebie (ile trwa, co się dzieje po kolei, czy trzeba coś przynieść, w czym przyjść) i skąd się tam wziąłeś - dwa zdania po ludzku, dlaczego zajmujesz się akurat tym.

Ten czwarty punkt robi najwięcej. Zdanie "sam biegam maratony i przez dwa lata leczyłem własne kolano, dlatego wiem, jak wygląda ta frustracja" jest warte więcej niż lista dziesięciu certyfikatów. Ludzie wybierają kogoś, kto rozumie ich sytuację.

Dyplomy, certyfikaty i budowanie zaufania

Dyplomy działają, ale nie tak, jak myślisz. Skan dyplomu magisterskiego w galerii zdjęć nie robi wrażenia na nikim. Działa natomiast: numer prawa wykonywania zawodu podany wprost, nazwa uczelni i rok, przynależność do towarzystwa naukowego, konkretna metoda z nazwą szkoły i rokiem ukończenia. Krótko, jednym akapitem, bez skanów.

Osobno traktuj to, co pacjent może zweryfikować. Link do Twojego wpisu w rejestrze podmiotów wykonujących działalność leczniczą, numer NIP i pełna nazwa firmy w stopce, adres, pod którym faktycznie przyjmujesz - to buduje zaufanie skuteczniej niż jakikolwiek nagłówek o profesjonalizmie. Anonimowa strona bez danych rejestrowych wygląda w 2026 roku podejrzanie i słusznie.

I rzecz techniczna, o której się zapomina: każdy specjalista powinien mieć własny adres URL, na przykład /zespol/anna-kowalska. Dzięki temu możesz podać ten link pacjentowi, a Google ma szansę wyświetlić tę podstronę, gdy ktoś wpisze nazwisko. To jedno z najprostszych źródeł ruchu w całej branży - ludzie regularnie sprawdzają w wyszukiwarce nazwisko lekarza, którego im polecono.

Opinie i granice prawa reklamy - poruszaj się ostrożnie

Zastrzeżenie na start: nie jestem prawnikiem, a poniższe to praktyczny orientacyjny obraz, jaki mam z prowadzenia takich projektów. Przy każdej treści, co do której masz wątpliwość, poproś o opinię prawnika specjalizującego się w prawie medycznym. Konsekwencje bywają realne, a przepisy różnią się w zależności od tego, czy jesteś podmiotem leczniczym, praktyką zawodową, czy salonem kosmetycznym poza reżimem medycznym.

Punkt wyjścia to art. 14 ustawy o działalności leczniczej. Mówi on, że podmiot wykonujący działalność leczniczą może informować o zakresie i rodzajach udzielanych świadczeń, ale treść i forma tych informacji nie mogą mieć cech reklamy - czyli zachęty do skorzystania. Granica jest cienka i w praktyce sprowadza się do słownictwa. Przymiotniki w stopniu najwyższym - najlepszy sprzęt, najnowocześniejsza metoda, najkrótsze terminy, najtańsze ceny - to klasyczne przekroczenie granicy. Naruszenie zakazu reklamy jest wykroczeniem z art. 147a Kodeksu wykroczeń, a w skrajnym scenariuszu grozi wykreśleniem z rejestru.

Ważna zmiana: od 1 stycznia 2025 obowiązuje nowy Kodeks Etyki Lekarskiej. Dawny art. 63, który zakazywał lekarzom reklamy, zniknął - zastąpił go art. 71, który dopuszcza informowanie o oferowanych usługach, o ile jest zgodne z zasadami etyki. Nadal nie wolno deprecjonować innych specjalistów ani ogłaszać się najlepszym w dziedzinie, a lekarz odpowiada również za treści opublikowane w jego imieniu przez osoby trzecie - czyli także za to, co napisze agencja marketingowa. Kodeks etyki i ustawa to dwa osobne reżimy, więc rozluźnienie w jednym nie znosi ograniczeń z drugiego.

Dobra wiadomość dla Twojej strony: pozycjonowanie i optymalizacja pod wyszukiwarkę są powszechnie uznawane za dozwolone, bo ich skutkiem jest lepsza widoczność strony, a nie zachęcanie do leczenia. Możesz więc spokojnie pracować nad SEO lokalnym.

Opinie pacjentów to obszar najbardziej sporny. Praktyczna zasada, którą stosuję: nie zbieraj i nie publikuj opinii dotyczących efektów leczenia, nie proponuj zniżek ani darmowych zabiegów w zamian za opinię, a jeśli już pokazujesz opinie, ogranicz je do organizacji wizyty - punktualności, komunikacji, atmosfery. Opinie w Google Twojej wizytówki są innym przypadkiem, bo to platforma zewnętrzna i to pacjent decyduje o publikacji, ale aktywne nakłanianie do wystawiania ich w zamian za korzyść jest ryzykowne. Przy każdej wątpliwości - prawnik.

Medycyna estetyczna i wyroby medyczne - osobna, ostrzejsza liga

Jeśli Twój gabinet pracuje na kwasie hialuronowym, nitkach liftingujących, laserach czy toksynie botulinowej, jesteś dodatkowo w zasięgu przepisów o reklamie wyrobów medycznych, obowiązujących od 1 stycznia 2023. Zasada, która najczęściej zaskakuje: jeśli wyrób z założenia może być używany wyłącznie przez osobę z wykształceniem medycznym, jego reklama kierowana do publiczności jest zakazana w całości - nie tylko ograniczona formalnie.

Praktyczne konsekwencje dla strony: zdjęcia "przed i po" są uznawane za problematyczne, bo sugerują powtarzalny efekt u każdego pacjenta. Opinie osób, które za wystawienie opinii otrzymały korzyść - w tym rabat albo darmowy zabieg - są niedozwolone. Kary nakładane przez Prezesa URPL sięgają 2 mln zł, gdy naruszenie zagrażało zdrowiu lub życiu, i do 200 tys. zł w pozostałych przypadkach.

Nie piszę tego, żeby Cię wystraszyć, tylko dlatego, że widziałem strony gabinetów estetycznych zbudowane w całości na galeriach "przed i po". Da się to zrobić inaczej: opisami procedury, wyjaśnieniem przeciwwskazań, uczciwą informacją o czasie rekonwalescencji. Taka treść przy okazji lepiej pozycjonuje się w Google, bo odpowiada na realne pytania. Przed publikacją materiałów o zabiegach z użyciem wyrobów medycznych skonsultuj je z prawnikiem - to nie jest obszar na intuicję.

RODO w gabinecie: formularz to nie kartoteka

Zwykły formularz kontaktowy na stronie hydraulika i formularz na stronie gabinetu to dwie różne rzeczy prawne. Powód jest jeden: dane o zdrowiu należą do szczególnych kategorii z art. 9 RODO, których przetwarzanie jest zasadniczo zakazane, chyba że zachodzi jeden z wyjątków - na przykład wyraźna zgoda osoby albo cele profilaktyki zdrowotnej i leczenia.

Największy praktyczny błąd, jaki widzę: pole "Opisz swój problem zdrowotny" w zwykłym formularzu, który leci mailem na skrzynkę na darmowej poczcie. W tej jednej rubryce pacjent wpisuje diagnozę, leki i historię choroby, a Ty właśnie zebrałeś dane wrażliwe kanałem, który do tego nie był przygotowany.

Jak to robimy w projektach gabinetowych:

  • Formularz na stronie zbiera minimum: imię, telefon lub e-mail, wybraną usługę i preferowany termin. Bez opisu dolegliwości.
  • Pole "wiadomość" ma pod spodem wyraźną prośbę, żeby nie podawać informacji o stanie zdrowia - szczegóły omawiamy na wizycie lub telefonicznie.
  • Pod formularzem jest krótka klauzula informacyjna: kto jest administratorem, w jakim celu przetwarza dane, jak długo je trzyma, link do polityki prywatności.
  • Osobny, niezaznaczony domyślnie checkbox tylko wtedy, gdy chcesz wysyłać newsletter albo oferty. Zgoda na kontakt zwrotny wynika już z faktu, że pacjent sam napisał.
  • Skrzynka firmowa we własnej domenie, nie prywatna poczta. Dostęp tylko dla osób, które muszą go mieć.
  • Jeśli naprawdę potrzebujesz wywiadu medycznego przed wizytą - rób go w dedykowanym, zabezpieczonym systemie gabinetowym z umową powierzenia, a nie w formularzu na stronie.

To orientacyjna dobra praktyka, a nie opinia prawna - jeśli prowadzisz podmiot leczniczy, ustal zakres obowiązków z inspektorem ochrony danych lub prawnikiem. Zasada, która rzadko zawodzi: nie zbieraj przez stronę danych, których nie musisz mieć przed wizytą.

Dostępność - u Twoich pacjentów to nie jest teoria

Standard WCAG 2.1 na poziomie AA w większości branż traktuje się jako miły dodatek. W gabinecie jest odwrotnie: to Twoja grupa docelowa. Do ortopedy, fizjoterapeuty, okulisty i internisty przychodzą osoby starsze, osoby po urazach, osoby z gorszym wzrokiem i osoby, które obsługują telefon jedną ręką, bo druga jest w temblaku.

Cztery rzeczy, które dają największy efekt przy najmniejszym nakładzie: kontrast tekstu minimum 4,5:1 (jasnoszary tekst na białym tle to najczęstszy grzech stron medycznych), tekst podstawowy minimum 16-18 px i możliwość powiększenia bez rozjeżdżania układu, duże obszary klikalne - Apple zaleca 44 x 44 punkty, Google 48 x 48 dp, a minimum WCAG 2.2 na poziomie AA to 24 x 24 piksele CSS - oraz numer telefonu jako klikalny link, wystarczająco duży, żeby trafić w niego kciukiem.

Dodatkowo: opisy alternatywne zdjęć, widoczne etykiety pól formularza, komunikaty błędów po polsku i możliwość obsłużenia całej strony samą klawiaturą. Warto pamiętać, że polska ustawa wdrażająca dyrektywę EAA obowiązuje od 28 czerwca 2025 i obejmuje między innymi handel elektroniczny, przy czym mikroprzedsiębiorcy świadczący usługi są z niej zwolnieni. Zwykła strona gabinetu bez sprzedaży online najczęściej nie podlega jej wprost - ale to zwolnienie prawne, nie zwolnienie z rozsądku. Pacjent, który nie może odczytać Twojego numeru telefonu, po prostu zadzwoni gdzie indziej.

SEO lokalne dla gabinetu - gdzie leży prawdziwy ruch

Gabinet jest biznesem promieniowym. Pacjent nie pojedzie na drugi koniec województwa do dobrego fizjoterapeuty, jeśli ma przyzwoitego dwa przystanki dalej. Dlatego cała gra toczy się o frazy z nazwą miasta lub dzielnicy - i o mapę Google.

Wizytówka Google (Profil Firmy) jest ważniejsza niż strona.Napisałem to i podtrzymuję. Kompletna wizytówka z prawidłową kategorią, godzinami otwarcia, zdjęciami wnętrza, opisem usług i regularnymi wpisami daje w tej branży więcej telefonów niż pierwsza pozycja w wynikach organicznych. Strona jest jej niezbędnym uzupełnieniem - to do niej prowadzi przycisk "Witryna" i to ona domyka decyzję.

Jedna usługa - jedna podstrona.Zamiast wspólnej strony "Oferta" z listą dwudziestu punktów, zrób osobne adresy: /uslugi/terapia-manualna, /uslugi/masaz-leczniczy, /uslugi/fala-uderzeniowa. Każda z nich może zdobyć pozycję na inną frazę. To najprostsza dźwignia SEO w tej branży i najczęściej pomijana.

NAP musi się zgadzać.Nazwa, adres i telefon w identycznym brzmieniu na stronie, w wizytówce Google, w katalogach branżowych i na Booksy. "ul. Kwiatowa 5/2" i "Kwiatowa 5 lok. 2" to dla algorytmu dwa różne miejsca.

Treści odpowiadające na realne pytania."Ile trwa rehabilitacja po zerwaniu ACL", "czy fizjoterapia boli", "jak przygotować się do pierwszej wizyty". Takie artykuły nie są reklamą - są informacją, więc mieszczą się w granicach przepisów, a przy okazji ściągają ludzi na wczesnym etapie decyzji. Dodaj dane strukturalne LocalBusiness i FAQ, żeby Google rozumiał kontekst.

Zdjęcia gabinetu i personelu - najtańsza inwestycja w konwersję

Sesja zdjęciowa w gabinecie kosztuje w Polsce zwykle 600-1500 zł i jest najlepiej wydanym budżetem w całym projekcie. Powód jest prosty: pacjent boi się nieznanego miejsca. Zdjęcia zmniejszają ten lęk skuteczniej niż jakikolwiek tekst.

Co powinno się na nich znaleźć: wejście do budynku od strony ulicy (serio, to zdjęcie ratuje ludzi, którzy krążą po osiedlu i się spóźniają), poczekalnia, gabinet zabiegowy, sprzęt oraz portrety zespołu - patrzące w obiektyw, uśmiechnięte, zrobione w tym samym świetle i kadrze.

Czego unikać: zdjęć stockowych. Uśmiechnięta blondynka w fartuchu z banku zdjęć jest rozpoznawalna dla każdego, kto spędza w internecie więcej niż godzinę dziennie, a rozpoznanie stocku natychmiast obniża zaufanie. Jeśli budżet nie pozwala na sesję, lepszy jest telefon z dobrym aparatem, dzienne światło z okna i pół godziny cierpliwości niż najładniejszy stock.

Kwestia techniczna: zdjęcia z telefonu ważą po 4-6 MB. Wrzucone bez kompresji zamieniają stronę w slajdowisko na telefonie w gorszym zasięgu. Format WebP, szerokość maksymalnie 1600 px i ładowanie odroczone poza pierwszym ekranem to standard, który powinien być w cenie strony.

Mapa podstron, która działa

Dla większości gabinetów wystarczy siedem do dwunastu podstron. Struktura, którą stosujemy najczęściej: strona główna (pięć odpowiedzi z początku artykułu w zasięgu wzroku), osobna podstrona dla każdej głównej usługi, cennik, zespół z profilem każdego specjalisty, "Jak wygląda wizyta", kontakt z mapą i dojazdem, FAQ, polityka prywatności. Opcjonalnie blog, jeśli faktycznie będziesz go prowadzić.

Podstrona "Jak wygląda wizyta" jest niedoceniana. Krok po kroku: co zabrać, w czym przyjść, ile trwa, czy będzie bolało, kiedy dostanę wyniki, jak można zapłacić. Ta jedna podstrona zdejmuje najwięcej lęku i najczęściej pojawia się w statystykach tuż przed wysłaniem formularza.

Siedem błędów, które widzę najczęściej

  • Brak cennika w jakiejkolwiek formie. Zamienia stronę w darmową infolinię i obniża jakość zapytań.
  • Numer telefonu jako obrazek albo w stopce mikroskopijną czcionką. W gabinecie telefon nadal generuje większość rezerwacji - musi być klikalny i widoczny na każdym ekranie.
  • Formularz proszący o opis dolegliwości. Zbiera dane wrażliwe kanałem, który do tego nie służy.
  • Cała rezerwacja wyłącznie przez zewnętrzną aplikację. Wygodne dziś, kosztowne za trzy lata, gdy platforma zmieni prowizję.
  • Zdjęcia stockowe zamiast prawdziwego wnętrza. Pacjent rozpoznaje stock i traci zaufanie.
  • Superlatywy w treściach. "Najlepszy sprzęt w regionie" to nie tylko pusty slogan, ale też ryzyko prawne przy działalności leczniczej.
  • Strona nieaktualizowana od dwóch lat. Nieaktualne godziny, nieistniejący już specjalista, ceny sprzed podwyżki - to kosztuje pacjentów i reputację.

Od czego zacząć w ten weekend

Nie musisz od razu zamawiać nowej strony, żeby coś poprawić. Zrób trzy rzeczy. Pierwsza: otwórz własną stronę na telefonie i spróbuj w piętnaście sekund znaleźć cenę i sposób umówienia się. Jeśli nie potrafisz Ty, nie potrafi też pacjent. Druga: uzupełnij wizytówkę Google - zdjęcia wnętrza, wszystkie usługi, godziny, opis. To zajmuje godzinę i jest bezpłatne. Trzecia: spisz ceny pięciu najczęstszych usług i opublikuj je, choćby w widełkach.

Aneta zrobiła te trzy rzeczy jeszcze zanim zamówiła stronę - i sam ten ruch przyniósł jej pierwszych pacjentów. Nowa strona przyszła miesiąc później i dołożyła resztę. Kolejność ma znaczenie: najpierw uporządkuj informację, potem opakuj ją w dobry projekt.

Potrzebujesz strony dla swojego gabinetu?

Robimy strony wizytówki dla gabinetów od 545 zł, gotowe w 7 dni - z cennikiem, profilami specjalistów, formularzem zgodnym z RODO i wpiętym kalendarzem rezerwacji. Płatność 20/80, gwarancja roczna.

Zobacz stronę wizytówkę